Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darkness. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darkness. Pokaż wszystkie posty

9.12.2017

Od Darkness'a Cd Jagódka "Drugi z Cudów"

Cóż, Jagoda ma prawo mieć własne zdanie. Napewno kiedyś je zmieni, ale uszanuję to.
~•~•~•~•
- Nie lękaj się. - uśmiechnąłem się. - To tylko Aedes mortiferum ( łacina ^^ )
- Wredne komary... Czemu jestem w szpitalu? - rzekła lekko poddenerwowana.
- Nie jesteś w szpitalu, zabrałem Cię do mojego domu, jesteśmy na strychu, który szybko ustylizowałem na Szpital. Nic się nie martw, medyk już dawno podał Ci leki, nic nie powinno się dziać. - przytuliłem klacz.
- Okej... A mogę wstać? - spytała.
- Tak, jeśli dasz radę. - odparłem.
- Phf! - prychnęła i wstała z łóżka.
Zaczęliśmy rozmawiać o naszych dawnych dziejach. Zaparzyłem herbaty z guaraną na pobudzenie Jagody.
Ufałem jej. Ona opowiedziała mi swoją całą historię, a ona nadal znała tę zmyśloną... Moja... Siostra...
- Jagodo, posłuchaj... Ja... Opowiadałem Ci zmyśloną historię. Tak jak wszystkim. Moja siostra jest teraz zesłana na 1000 lat do otchłani wodnej... Ta piosenka pozwoli Ci to lepiej zrozumieć. Chodźmy nad wodę. - rzekłem ze smutkiem.
~•~•~•~•
Gdy dotarliśmy nad rzekę, zapadał zmrok. Demon pokonany, więc nie ma się czego bać.
I zacząłem śpiewać.

"Lulaby for a princess"

Okrutny był los, nie trafny był sąd.
Jak mogłem odegnać Cię z tąd?
Wina jest ma, a kara zaś Twa.
Zamilkła po dziś dzień harmonia.
I tak przez tą ciszę zanoszę Ci pieśń.
Mym duchem dotrzymam Ci sił...
Ukoję Twój żal,
Kołysanko trwaj!
I oby sen piękny się śnił...
Raz pewnien ogier co w blasku wciąż trwał,
Spoglądnął na kraj swój i tak,
Z uśmiechem rzekł: "Nie ma drugiego konia, co chwałę i władzę mi równą by miał".
Och, wielka jego cześć, oraz wielka jego gloria!
Jak wielki rzucał swój cień?...
Ten okład ciemnością na młodszą z nich dwóch,
I rósł nienawistnie co noc i co dzień...
Miłość do siostry nie była tak wielka jak na nią zasługiwała.
Szacunek poddanych niewielki wszak był,
A gorycz jej duszę wciąż rozrywała...
I ten głupi ogier nie pomógł jej już,
Tej niszczonej od środka - tej młodszej z nich dwóch...
Lecz taki jest los, oraz taka jest cena,
Gdy pycha zaślepia Twój duch!
Lulaj siostrzyczko, księżniczko ma śpij,
Spowita w wody blask.
Słowa z melodią niech przyniesie wiatr,
Przez kosmos, świat i czas...
Wtul się w blask wody,
Jak w koc.
*Do Jagódki*
Niech niezna cię smutek,
Strach, czy ból.
Wiem że gdy zmorzy mnie mrok,
Ciebie znajdę tu...
Są wieki przed nami,
Niezbadany czas.
I nie chcę samotnie,
Spędzić wszystkich lat!
*do siostry*
Niech tysiąc zim srogich,
Minie niczym grom!
*do Jagody i Siostry*
Ja kocham, i tęsknię.
Wszystkie mile z tąd!
*Do siostry*
Śpij... Śnij...



< Jadzia? >

Od Darkness'a Cd Jagódka "Jeden z Cudów"

Byłem bardzo szczęśliwy. W końcu mam dla kogo żyć, co jest dla mnie pocieszeniem.
W moim notesie znajdowało się już dużo rysunków i zapisków dotyczących świata. Góry Smocze są miejscem inspiracji, i obserwacji. Bardzo chciałem dowiedzieć się czegoś o smokach. To bardzo fascynujące ale zarazem tajemnicze i niebezpieczne.
- Jagódka? - spytałem.
- Tak? - odparła klacz.
- Wiesz... Dobry z samoobrony to ja nie jestem... Może... Nauczyłabyś mnie strzelać? - zaproponowałem.
- Czemu nie? - uśmiechnęła się.
Wyjąłem ognisty łuk razem z kołczanem strzał z magmy. Zaschnęta magma była twarda, a ostra końcówka dobrze raniła.
Klacz uczyła mnie celności, naciągania strzały na cięciwę, sposobu trzymana naciągniętej strzały i wielu innych rzeczy.
Nieoczekiwanie zapadł zmrok.
- Jagódko... Może... Ja już pójdę... - rzekłem i pospiesznie schowałem łuk i strzały. Przytuliłem lekko klacz, i odbiegłem. Było już całkowicie ciemno, a nadal miałem na oku moją narzeczoną. Eh, jeszcze nie zmieniłem się w demona? Przecież... Już dawno powinienem...
Nagle demon pojawił się przedemną. Był osłabiony i dyszał.
- Co tak dyszysz? - spytałem złośliwie.
- Tfu, karmiłem się Twoimi uczuciami, a teraz najadłem się *kaszlu kaszlu* miłości... - odpowiedział ochrypiale. - Ona mnie zabi - urwał. Zdał sobie sprawę, że nie powiniem tego mówić.
- JAGODA! - wrzasnąłem. Zaraz koło mnie pojawiła się znajoma sylwetka.
- O nie - jęknęła.
- Nie lękaj się. - rzekłem uspokajająco. - Nasza miłość do siebie go zabija.
Podszedłem do Jagódki, i przybliżyłem moje czoło do jej czoła. Jej oczy błysnęły. Zetknęliśmy się pyszczkami... Pocałowałem ją delikatnie, a ona mnie. Potem razem się pocałowaliśmy, przechodząc w coraz bardziej namiętny pocałunek. Unieśliśmy się do góry, i pochyliliśmy głowy w pocałunku. Nasze rogi zaczęły górę serca, a nasze ciała i ogony falowały i utworzyły dół kształtu. Nagle błysnęło niesamowite światło, a demon krzyknął:
- NIEEEE!!!!
I... Zniknął.
Opadliśmy na ziemię, nadal się całując. Przerwaliśmy pocałunek, patrząc sobie w oczy.
- Jagodo, ja Ciebie... Chcę. Pożądam. Chodźmy, tam rozwiniemy naszą miłość. Chcę bytylko z Tobą. Chcę... Mieć... Z... Tobą... Dzie... - niedokończyłem, jąkając się.


< Jagódka? ^^ >

4.11.2017

Od Darkness'a CD Jagódka

Nie wierzyłem co się stało. Wszystko błysnęło cudnym niebieskim światłem, a ja chcąc uniknąć śmierci klaczy, która tak wiele dla mnie znaczy, zabrałem ją tuż przed uderzeniem miecza do umysłu demona. Przytuliłem klacz mocno i odezwałem się:
- Nie bój się. Ten koszmar minie, opatrzę Cię w moim domu. Jeszcze trzy godziny do świtu. Razem przez to przejdziemy. - powiedziałem czule patrząc na jej ramię.
Klacz wtuliła sie moją sierść. Zasnęliśmy, aż demon musiał opuścić teń świat wraz z księżycem. Poranna zorza lśniła na niebie. Wziąłem wyczerpaną Jagodę na moje plecy i pognałem czymprędzej do domu. Opatrzyłem klacz i połorzyłem w łóżku. Powoli otworzyła oczy, które błysnęły energią.
- Już? Myślałem że trochę to potrwa - uśmiechnąłem się. - Nadal boli?
- Już mniej, dzięki - Jagódka odwzajemniła uśmiech.
Postanowiłem porzejść się nad najbliższy strumień. Napiłem się i zaczerpnąłem wody do wiadra, które po powrocie podałem towarzyszce.
- Czy Twoje uczucie do mnie jest prawdziwe, czy ulotne? - spytałem z nadzieją.
- Darkness, Ja... Naprawdę Cię kocham. - odpowiedziała poważnie, na tyle bym zrozumiał powagę.
Parsknąłem, a do mojego domu wleciały dwa cudne kolibry które założyły Jagodzie wianek z cudnych kwiatów, róż i liści.
- Ślicznie wyglądasz - uśmiechnąłem się i pocałowałem klacz delikatnie. Jagoda zarumieniła się.
- Pczej tu na mnie, niedługo wrócę - powiedziałem wychodząc z domu. Pognałem do miasta najszybciej jak mogłem. Trafiłem do sklepu, i wybrałem złoty pierścień z rubinem w kształcie serca. Wróciłem do domu. Jagoda czuła się chyba dużo lepiej, bo wstała i zaparzyła herbatę.
Zgiąłem przedniął nogę, i powiedziałem magią unosząc pierścień:
- Jagodo, ta, która ze mną walczyła. Ta, która się dla mnie poświęciła. Czy... Wyjdziesz za mnie? - błysnęły mi oczy. - Jeśli powiesz tak, założę ci ten pierścień na Twój róg, i będziemy żyć razem.


< Jagódka? Co powiesz? >

30.10.2017

Od Darkness'a CD Jagódka

Gdy usłyszałem te słowa, zarumieniłem się - co było niedostrzegalne przez moją czarną sierść. Rozmowa o naszych zdolnościach, mocach i żywiołach zajęła nam cały dzień.
Zauważyłem przez okno, że zaczyna się ściemniać.
- Przepraszam Cię, ale niedługo demon wyjdzie na zewnątrz. Muszę iść, bardzo dziękuję za gościnę i za... Szczerość. - uśmiechnąłem się do klaczy.
- Nie ma sprawy. - Jagoda odwzajemniła uśmiech.
- Jak będziesz miała czas, wpadnij do mnie - powiedziałem znów rumieniąc się pod sierścią.
- Postaram się - odpowiedziała.
Wyszedłem z mieszkania klaczy. Tego dnia miałem niesamowite szczęście, gdyż wracałem wpatrzony w niebo, na którym lśniła zorza. Suche liście kruszyły się pod moimi kopytami, a chłodny powiew śpiewał smętną melodię z górzystych szczytów. Gdy dotarłem do domu, przemieniłem się. Tej nocy zamknąłem się w domu. Demon nie może zniszczyć tego drzewa, bo sam umrze.
Gdy nastał ranek, z przyjemnością patrzyłem na wschód złoto-pomarańczowej kuli. Demon zniknął z mojego ciała. Horyzont wyglądał jakby zajął się ogniem.
Postanowiłem pójść nad staw. Złote promienie słońca przenikały przez korony drzew, czerwone, żółte i brązowe liście spadały, a wiatr grał jesienną melodię.

Usiadłem nad jeziorem, i zacząłem śpiewać tę piosenkę: We mnie budzi się mrok ( koniecznie zobacz na YT! Tam robię to samo co bohaterka )
W trakcie śpiewu zobaczyłem podsłuchującą Jagódkę.
Słowa:
Już nie jest mi tak łatwo,
Bo kiedyś prostszy był ten świat.
Już nie rozumiem pewnych spraw,
Od kilku ładnych lat.
I teraz mrok się budzi,
Wśrodku gdzieś,
We mnie czernią drży.
To ma nademną władzę.
Czuję że ujawnią się mroczne sny.
Po stronie światła mam iść,
To wolności szlak.
Ja znowu sobą chcę być,
Wierzyć w to,
Właśnie tak!
Lecz ogarnia mnie smutek wciąż gdy mam zrobić krok.
Nie wiedzą...
Że we mnie budzi się mrok!
Że budzi się mrok!
Że gdzieś tam we mnie budzi się...
Mrok...

23.10.2017

Od Darkness'a CD Jagódka

Toczyłem z nim walkę. Niedaleko zauważyłem Jagodę lecącą do domu. Udało mi się zadać celny cios, na tyle by ogier oddał mi część ciała. W ciele demona pobiegłem czymprędzej do domu klaczy. Kolorowe liście spadały, lecz Wiatr już nie szeptał, jużnie śpiewał cudnych melodii. Biegłem tą samą ścieżką. Stukot płonących kopyt lekko niósł się po lesie, a wszędzie gdzie stanąłem liście stawały w ogniu. Swąd dymu wypełniał las, a ja dotarłem do znajomego domu. Magią otworzyłem drzwi, i zdyszany odszukałem Jagodę.
- Odsuń się, demonie! - usłyszałem groźbę, choć już z brakiem pewności w głosie.
- Jagodo... To ja... Darkness... - wydyszałem z nadzieją że mi uwierzy.
- Nie wierzę Ci! - krzyknęła. - Cały ten tydzień demonów i jeszcze Ty! Zostaw Darkness'a!
- Jagodo, spokojnie. - zebrałem się na ton uspokajający, choć każda miniona sekunda była niepewnością. - To mnie spotkałaś nad rzeką, to ja - koń driada.
- J... Jesteś driadą...? - spytała.
- Tak... Moje mieszkanie, to moje drzewo. Kto je zrani, zrani i mnie. - wyjaśniłem.
Zaczęło robić się ciemno. Wszedłem w myśli klaczy, i to udało mi się usłyszeć:
- "Ten ogier skrywa w sobie więcej tajemnic i magii, niż myślałam".
- Ty też jesteś wyjątkowa - powiedziałem czule i odmieniłem się w moją normalną postać. Uśmiechnąłem się.
- Dobrze, porozmawiajmy. - powiedziałem. - pytaj o co chcesz.
- Jak to się dzieje że jesteś demonem? Czy ty jesteś gdzieś w środku tego demona? Jak to się zaczęło? Co on potrafi? Kim on jest? Czemu nie da Ci spokoju?! - powiedziała Jagoda bez przerwy na oddech, dumnie dysząc że powiedziała wszystko co chciała.
Westchnąłem. I zacząłem mówić...


< Jagoda? >

21.10.2017

Od Darkness'a Cd Jagódka

Rogiem wziąłem książkę. Okładka nie była zachęcająca, lecz bardzo ładnie zdobiona.
- Dziękuję - odwzajemniłem uśmiech. - Czuję się lepiej.
Wstałem z łóżka i lekko trąciłem towarzyszkę pyskiem.
- Dzięki za wszystko. - jeszcze raz uśmiechnąłem się. - Pamiętaj, wpadaj do mnie co jakiś czas, tylko nie wieczorem.
- Słuchaj Darkness... Możemy porozmawiać o tym... Tym co się wydarzyło w nocy?... - zapytała niepewnie.
- Niestety będziesz musiała oprzeć się wiedzy z tego tematu - odparłem stanowczo i oschle. Nie miałbym siły o tym rozmawiać, gdyż mógłbym powiedzieć o dwa słówka za dużo - a te dwa słówka w niepowołanych kopytach mogłyby wiele złego zrobić.
Odwróciłem się i podszedłem do drzwi. Powoli spacerowym krokiem oddalałem się od Jagody. Stała w oknie i patrzyła jak odchodzę. Wiatr zaczął wiać wokół mnie, unosząc kilka liści. I tak wirowały naokoło mnie, nucąc piękne melodie. Niektóre o bólu i strachu, a niektóre o szczęściu i dobru świata. Szum odprowadził mnie pod sam dom. Wszedłem do domu. Ruszyłem w stronę biblioteki, gdzie odłożyłem książkę od Jagody na półkę. W powietrzu unosił się zapach papieru. Tą przyjemną woń znałem od dziecka. Pomyślałem, że niedługo odbędzie się tzw. przeze mnie "Noce Hulanek". Zejdą do nas Dusze z zaświatów zdobyć artefakty i powrócić do świata żywych. Czy to coś złego? Nie, nie wydawało mi się. A więc zająłem się zabezpieczaniem domu przed złymi zjawami. Mam nadzieję że jako Uczony przydam się w rozmowie z Duchami, jak i postaram się nawrócić je ze złej strony.
Gdy mój dom był gotowy, wyszedłem do lasu. Postanowiłem pójść nad pobliski strumyk. Napiłem się rześkiej górskiej wody i zjadłem kilka jeżyn rosnących niedaleko.
Nagle zobaczyłem Jagodę. Zobaczyła mnie, i podeszła.
- Darkness... Ja... Naprawdę... Chce Ci dodać otuchy. Porozmawiaj ze mną twarzą w twarz. - powiedziała spokojnie klacz.
Zacząłem dyszeć. Mój ogon, grzywa, szcoty i oczy zapłonęły.
- Nie! - krzyknąłem. - To ja, tylko wściekły. Tego chciałaś?! - wykrzyknąłem i pogalopowałem przez las.


< Jagódka? ;3 >

16.10.2017

Od Darkness'a Cd Steel, Bandida

- Ciekawie. Ja też, umiem porozumiewać się telepatycznie, rozmawiać i przekazywać wiadomości. Zawsze chciałem zostać Wyrocznią, ale najwidoczniej nie było mi to dane. Tak, jestem Darkness i jestem Uczonym.
- Miło Mi. - klacz uśmiechnęła się. - Co on Ci zrobił?
- Niewielka rana cięta. - odparłem próbując dodać beztroski ton.
- Niewielka?! - uniosła głos i zaczęła mnie opatrywać.
Cały czas wpatrywałem się w jej głębokie oczy. Była piękna. Jej grzywa spływała lekko na szyję. Była zarówno przemądrzała jak i niesamowicie pełna wiedzy. Miałem ochotę wyrwać się jej i wypytywać o wszystko.
- Bandido, czy już kończysz? - spytałem nieco zniecierpliwiony.
- Tak, a teraz się nie ruszaj. - odparła klacz.
Wniknąłem do jej umysłu i powiedziałem:
- Wpadnij do mnie popołudniu - i zniknąłem z myśli klaczy.
Ból nadal pulsował, lecz był o wiele mniejszy. Bandida skończyła mnie opatrywać, i wreszcie mogłem wstać. Dowódca Steel popatrzył na mnie. Miał zawstydzone oczy.
- Nie, nie zrobię tego. - powiedziałem na głos a ogier mocno się zdziwił. - Moim zadaniem jest również Cię chronić. Broń Boże rzucać na pożarcie innym stworom.
Ogier chyba domyślił się, że czytam w myślach.
- Nieźle - pochwalił, nadal lekko speszony.
- Otwórz się na świat, gdy stoi on dla Ciebie otworem.  zacząłem. - Nie ukrywaj emocji, które pomagają wyrazić nam samych siebie.
Bandida i Steel spojrzeli na mnie wyłupiastymi oczami.
- Czyż nie taka jest moja rola? - spytałem, bo zdziwiłem się że Wyrocznia tak na mnie spojrzała. - Ach, zapomniałbym. Dziękuję Bandido. Pogrzebałem lekko kopytem w ziemi, a na tym miejscu wyrósł ognisty kwiat przypominający różę. Zerwałem go, i magią wpiąłem w grzywę Wyroczni.
- Proszę.



< Steel? Bandida? >

15.10.2017

Od Darkness'a Cd Steel

Słońce dopiero zaczynało obchód, przez co było jeszcze ciemnawo. Poczułem zapach parzonej herbaty - zszedłem do kuchni i wypiłem łyk parującego płynu. Nie mogłem zasnąć, więc postanowiłem pójść do biblioteki. Właśnie miałem zasiąść do grubej zakurzonej księgi, lecz nagle usłyszałem szmer. Potem - strzała trafiła w mój dom ( przypominam - mieszkam w drzewie ). Na łopatce miałem ranę ciętą, z której sączyła się krew. Ugh - skutki uboczne bycia driadą. Chciałem zobaczyć kto zranił moje drzewo, lecz poczułem pulsujący ból. Był nie do zniesienia. Nie mogłem zrobić żadnego ruchu nogą. Więc tymbardziej chodzenie odpada. *Ranię swe postacie*
- Pomocy! - krzyknąłem w nadzieji, że ten ktoś kto zadał cios usłyszy wołanie.
Usłyszałem kroki. Zbliżył się do mnie białawy jednorożec. Jego smukła talia idealnie komponowała się z trzema rogami: jeden mały, potem normalny i na końcu znów mały.
- Witaj. Czy to Ty strzelałeś z łuku? - odezwałem się.
- Tak, to ja. - odpowiedział melodyjnym głosem.
- Jestem Darkness, jestem w stadzie już trochę czasu, ale nie przypominam sobie abym widział Ciebie. Zaraz, zaraz... Proszę o wybaczenie - ukłoniłem się pomimo bólu. - Nie poznałem Dowódcy Steel'a.
Jak ja mogłem jego nie zauważyć!
- Przez to że strzała trafiła w drzewo, ja też dostałem obrażeń. - wyjaśniłem szybko. - Jestem driadą...
Steel nadal nic nie mówił, jakby go zamurowało.


< Pan Steel? :3 Przepraszam że krótkie ale nwm jak zareagujesz i nie chcę podejmować za Ciebie decyzji >

Od Darkness'a Cd Jagoda

Toczyłem walkę. Walczę z nim we własnym umyśle. Słońce mnie wspomogło, demon przyrzekł że powróci po swoje i odszedł. Powoli zacząłem się budzić. Nie mogłem wstać. Nogi odmawiały posłuszeństwa - trzęsąc się jak osiki. Leżałem w łóżku. Próbowałem podnieść głowę, ale wszystkie starania na darmo. Nie byłem w swoim domu. Próbując coś powiedzieć, tylko skomlałem. Po kilkunastu próbach chociaż szepnięcia o pomoc, postanowiłem użyć mocy. Dostałem się do umysłu Jagody.
- Pomóż... - szepnąłem na tyle głośno by mnie usłyszała. Chciałem powiedzieć coś jeszcze - lecz opadłem z sił i moc przestała działać. Po kilku sekundach Jagoda... Stała przy mnie.
- Darkness, wszystko dobrze? - zapytała z nadzieją w głosie.
- A czy koń umie szczekać? - odpowiedziałem półszeptem. - Niemiłosiernie mnie wszystko boli. Gdzie jesteśmy?
- W moim domu. O matko - kto to był tej nocy?
- Tajemnice są po to aby nikt o nich nie wiedział - jęknąłem z niewyraźną miną.
- Czy... On już zniknął? Czy on wróci? - spytała.
- Każdy zachód słońca jest zwątpieniem w moją wolność.
Jagoda nie wiedziała co zrobić. Sam nie do końca wiem czy mam jej ufać - aczkolwiek, gdyby nie ona - pewnie on znów narobiłby szkód.
- A Ty? Przeżyłaś? Coś Ci jest? - zapytałem.
- Jestem trochę obolała i posiniaczona - odpowiedziała - nic wielkiego.
- Nie graj dobrej miny do złej gry. - powiedziałem i znów próbowałem wstać, lecz nadal na daremno.

< Jagoda? Dzięki za wyrozumiałość :3 >

14.10.2017

Od Darkness'a Cd Jagódka

*Złowieszcze ha,ha,ha*
- To Ja. - odpowiedział zły duch. Przemiana. Powinienem zachować ostrożność! To musiało się tak skończyć! 
Jagoda w gotowości wyjęła łuk. 
- Kim jesteś?! - zapytała ostro, z nutką przerażenia w głosie.
- Moje nieudolne ciało zwie mnie złym duchem. - zamachał skrzydłami. Jedno piórko spadło tuż pod kopyto zdezorientowanej klaczy. Obejrzała się na mój dom. 
- Gdzie jest Darkness?! - niemalże krzyknęła.
- *Złowieszczy śmiech* Darkness ma dwie połówki.  W dzień jest tą osobą którą znasz - a w nocy ja nad nim zawładam! On siedzi w podświadomości aż do rana. Próbuje tam ze mną walczyć, ale tylko wschód słońca potrafi mnie pokonać.
Klacz jakby w odpowiedzi jęknęła. Popatrzyła na całą sylwetkę: podarte pierzaste skrzydła, płonące oczy, grzywa, ogon i szczoty, dym buchający z nozdrzy, żarzące się kopyta... 
- Ty... Ty... Ty... Uwolnij go! - krzyknęła napinając strzałę i zakładając na cięciwę. 
- Po moim trupie. - uśmiechnął się i rzucił na Jagodę. Zacięta walka. Strzały padały jedna za drugą, prawie wszystkie celnie raniąc ciało. Jedna strzała odbiła blask księżyca oślepiając potwora, i trafiła go tuż za łopatką. Z rany sączyła się krew, a strzała zapłonęła zmieniając się w proch. 
- Wiesz że jak mnie ranisz, urazów dostaje również Twój przyjaciel? - powiedział słabym głosem i padł. Straciłem przytomność. Zaczęła szaleć burza. 


< Jagódka? Przepraszam za krótkość i że musiałaś długo czekać >

24.09.2017

Od Darkness'a Cd Jagódka

Siedziałem w domu. Mieszkam na pustkowiu - w rzadko odwiedzanym lesie. Mój dom jest dosyć nietypowy jak na konia, ale można tu odpocząć, jak i przyjąć gości. To mieszkanie przypominało grube, dorodne drzewo, lecz było puste w środku. Drzwi zostały wydrążone z drewna i miały klamkę. Koniom trudno byłoby się tu dostać bez magii. Jak okiem sięgnąć podłogę okrywał miękki, zielony dywan z mchu. Dalej w pokoju głównym wygodne łóżko, lampa naftowa i kilka świeczek. Po prawej stronie były drzwi do mojego gabinetu. Panował tam półmrok, paliły się tylko świece i znajdowały się tam tylko dwa meble: wygodne łóżko terapeutyczne i fotel. Był to gabinet ,w którym przyjmowałem konie z problemami psychicznymi. Obok toaleta, przyodziana kwiatami i pnączami. Miałem jeszcze jeden pokój, do którego dochodzi się na lewo od pokoju głównego, a mianowicie bibliotekę. Często tam przesiadywałem, studiując filozofię i psychologię.
Gdy tak czytałem, ktoś zapukał do drzwi. To mnie zdziwiło - ukrywałem się tutaj przez moje nocne przemiany. Zamknąłem księgę i odłożyłem ją na miejsce. Przeszedłem przez przedsionek i otworzyłem drzwi. Ukazała mi się Jagoda, ta klacz z którą walczyłem ramię w ramię.
- Witaj... Jagoda, tak? - zacząłem dyskusję.
- Witam. Tak, Jagoda. - powiedziała niepewnie klacz - Przepraszam za najście, ale zaszłam na te tereny i byłam ciekawa, kto tu mieszka bądź mieszkał.
- Ciekawość jest czasem dobra, lecz może prowadzić do zła - zacząłem swoje metafory z uśmiechem.  - Zapraszam do środka - otworzyłem szeroko drzwi i zrobiłem miejsce do przejścia.
- Dziękuję... - nadal niepewnie powiedziała klacz. - Darkness, tak? - spytała.
- Tak. - odpowiedziałem i zaprowadziłem do pokoju głównego. Przysunąłem dwa krzesła i stolik.
- Herbaty? Kawy? Ziół? Czego dusza pragnie? - zapytałem.

Jagoda? :3 Przepraszam za krótkość, wenę zgubiłam gdzieś w szkole xD

Od Darkness'a "Bitwa"

Bitwa? Dopiero dołączyłem do stada... Gdy się o tym dowiedziałem, nie chcąc stchórzyć musiałem powiedzieć że pójdę. Zresztą, to moje nowe stado. Muszę je bronić! Nie jestem jakoś mega mocny, ale mam nadzieję że na coś się przydam. Schowałem się obok w lesie. Walka toczyła się dobrych kilkadziesiąt metrów odemnie. Gdy postanowiłem wkroczyć na pole walki, niedaleko usłyszałem szelest liści. Przełknąłem ślinę. Schowałem się za dużym głazem, gdy obsreowałem otoczenie. Pośród drzew ukazał się jeden z tzw. Wyrzutków. Miał przy sobie oszczep ostry niczym wilczy kieł. Ze złotą zbroją kroczył dumnie.
- To jeden z dowódców wojsk - szepnąłem sam do siebie. - Muszę go powstrzymać, bo jeśli za nim kroczy cała armia, podejdą nasze stado od tyłu!
Wysiliłem umysł, i z pod ziemi zaczęły wyrastać zielone pnącza, które oplątały wyrzutka całkowicie. Były mocne jak stal - nie mógł się z nich wydostać, nawet jak zapłonął. Niedługo po tym, przyszło jeszcze kilkudziesięciu Wyrzutków. Miałem rację - to był dowódca armii. Próbowali uwolnić szefa, lecz bezskutecznie. Zacisnąłem pnącza jeszcze mocniej. Ta armia wyglądała mocno skromnie w porównaniu do swego przywódcy. Nie dałbym sobie sam rady, więc poprzez telepatię poprosiłem aby kilka koni z naszego stada pomogło mi pokonać wojowników. Jako pierwsza przybyła klacz. Miała na imię Jagoda. Razem ruszyliśmy w bój. Zacząłem zauważać że samymi kopnięciami nie za bardzo ranię przeciwników, więc postanowiłem użyć żywiołu. Ogień - tylko to mogło mi pomóc. Stanąłem dęba i tak mocno uderzyłem kopytami o ziemię, że huk niósł się po lesie, a wszyscy wojownicy spojrzeli na mnie. Najpierw nic się nie działo, lecz po kilku sekundach - wokół nich pojawiły się płonące obręcze, które uniemożliwiały im ruchy. Razem z Jagodą połowę Wyrzutków zabiliśmy, a połowę zostawiliśmy aby powoli umierali z przegrzania. Byliśmy potrzebni na polu walki, czym się nie zdziwiłem. Po tym zajściu odwaga zajęła pierwsze miejsce w moim sercu, i z kopyta ruszyłem na przeciwników. Zadawałem ciosy ogniem, podpalałem strzały łuczników, unieruchamiałem Wyrzutków poprzez wypuszczanie pnączy oraz kopałem. Przypomniało mi się, że w moim domu został Kill ( mój towarzysz ). Zagwizdałem, a po kilku minutach wilk walczył u mego boku. Zawsze dodawał mi otuchy w walce. Nim się obejrzałem, a tu zniknęły dwie armie.

Teraz wasza kolej c;