Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagódka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagódka. Pokaż wszystkie posty

5.02.2018

Od Jagódki CD. Darkness'a [ Nowe opowiadanie ] + szczęśliwy koniec ;)

Kolejny dzień, tydzień, miesiąc, a nawet już prawie rok. No... Może nie jestem jeszcze tu rok, ale... Mam okazję powitać go tutaj - w moim nowym domu, w którym mieszkam już nawet długo. Przynajmniej tak sądzę. W sumie... To tutaj rozwinęłam swoje skrzydła - zostałam łuczniczką, rozwinęłam swoją przyjaźń z Darknessem i... Zostaliśmy parą. Mam nadzieję, że szczęśliwą do końca swoich dni...
To właśnie tu rozwinęłam swoje skrzydła. Tak, minęło już kilka miesięcy, odkąd rozpoczęła się nieszczęśliwa wojna. Wojna, która zniszczyła właściwie większość naszej Nivy. Już rozumiem, że musimy opuścić nasz wymiar. Musimy się przenieść. Musi nam się udać. Gdzie indziej będziemy szczęśliwi. Ja już nie mam sił do walki. Nie mogę już walczyć. Tak samo jak inni. Nie mogę już ratować Nivy, gdyż to już nie jest możliwe. Niestety...
- Darkness, chodź. Idziemy. Przeniesiemy się. Poprośmy o to... - westchnęłam i zamknęliśmy oczy. Minęła godzina. Błysnęło jasne światło. To był cud. Zwykli mieszkańcy Nivy i innych wymiarów nie mają prawa przenosić się z wymiaru do wymiaru. Ale dzisiaj to się udało. W końcu. Otworzyliśmy oczy. Przed nami stało 10 drzwi. To były wymiary. Weszliśmy do tych 5 drzwi... I... Jesteśmy w domu. Jesteśmy szczęśliwi. W końcu...

Chciałam zakończyć już ten wątek, nawet, jeśli blog umarł. Podsumowując, Jagoda i Darkness przenieśli się do innego wymiaru, gdzie teraz we dwójkę są szczęśliwi wraz z pozostałymi członkami SSD, którzy również wybrali tą samą drogę. Do zobaczenia! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy...

9.12.2017

Od Jagódki CD. Darkness'a "Jeden z Cudów"

Otworzyłam szerzej oczy... Wystraszyłam się. Dzie...Dziec...Dzieci?! Kocham go, ale nie chcę mieć dzieci. Nie jestem na to gotowa... Nie chcę mu również sprawić przykrości.
- Darkness... Ja... Ja... - jęknęłam i nagle poczułam, że ktoś wchodzi do mych myśli. Wzięłam głęboki wdech. Ja nie jestem na to... Gotowa. Może... Kiedy indziej? Proszę... Bo ja... Nie... Nie chcę dzieci. - odparłam w myślach i spojrzałam głęboko w oczy mojego narzeczonego. Przepraszam... - dodałam w myślach i pocałowałam Darkness'a. Zamknęłam oczy. Otwarłam je. Zrobiło mi się nagle słabo. Nie wiem nawet, czemu. Ponownie zamknęłam oczy, lecz nie zdążyłam już ich otworzyć...

~*~*~

Poczułam silne ukłucie. Otworzyłam oczy. Zaczęłam dyszeć. Rozejrzałam się dookoła. Gdzie ja jestem? Czyżby to był... Szpital? Chciałam wstać, lecz nie mogłam. Spojrzałam na swoje ciało. Byłam poraniona. Co się wczoraj stało? Nie rozumiem... Nagle pojawiła się obok mnie znajoma postać. Darkness...
- Co się stało? - zapytałam z lekką nutką niepokoju.

< Darkness? Przepraszam, że takie krótkie c: >

15.11.2017

Od Jagódki CD. Adamirenda

Warknęłam ze złości i również użyłam ponadprzeciętnej prędkości, aby jak najszybciej dogonić ogiera... Miałam chyba jeszcze jakieś szanse, no nie? Muszę go jak najszybciej znaleźć. A najlepiej będzie, jeśli polecę za nim, bo z tego co zauważyłam to on używa głównie kopyt nie skrzydeł... Ale ja użyję właśnie skrzydeł!
***
Nie miałam zamiaru się męczyć. Powoli wyczuwałam obecność Adamirenda... O nie... On...On szuka pewnie kolejnego Artefaktu... No nie... Po prostu świetnie! Pewnie już znalazł Łzę Cerbera! Lub... Może jej jeszcze nie znalazł, i będę miała szansę mu w tym przeszkodzić...
- No jasne! - zaśmiałam się i zaczęłam się kierować w stronę Fuego, gdzie tam już zapewne był i szukał tego niesamowicie pięknego kryształu. Już zaraz miałam tam być, kiedy nagle pojawił się przede mną on... Ten ogier, który jest w prawdzie duchem, ale już wkrótce może być nawet żywym.
- Czego tu szukasz, cwaniaro? - mruknął do mnie a ja tylko prychnęłam ze złością.
- Szukałam jakichś kamieni szlachetnych... Minerałów... Widziałam tu nie dawno Amulet z pięknym diamentem, więc po niego tu właśnie przyszłam... - uśmiechnęłam się i odsunęłam szybko na bok ogiera, po czym odleciałam, aby na niby szukać tego amuletu. Adamirend, jak widać - miał co do mnie podejrzenia, lecz całkowicie nie potrzebne. Myślałam, że szybciej się domyśli, że wcale nie szukam amuletu z diamentem, lecz właśnie jego szukałam i znalazłam, a teraz będę go ciągle śledzić, choćbym nie wiem co.
- Myślałem, że własnie mnie szukałaś. - powiedział. - I mnie znalazłaś. Proszę, proszę... Jesteś spostrzegawcza... I to bardzo. - dodał. Nagle... Poczułam ostry ból na kończynie tylnej. Zdążyłam się zorientować, że była to strzała, przez którą... Stałam się przeźroczysta. I... Nie mogę już za bardzo śledzić ogiera, ponieważ moje moce osłabły...

Adamirend?

14.11.2017

Od Jagódki CD. Adamirenda

Moje oczy automatycznie się zamknęły. Nagle czułam, że przenoszę się gdzieś indziej... Do innego wymiaru. Do... Wymiaru snów. Nie, nie! Nie mogę tam być! No świetnie... Ten koń ma taką samą moc jak ja. Muszę coś temu zaradzić... Wyczarowałam czarną dziurę, która była moim portalem. Mogłam się przemieszczać w snach w dwie strony - do snu, gdzie chcę zasnąć, lub do "pobudki", gdzie chcę się natychmiastowo obudzić. Wybrałam to drugie. Szybko otworzyłam oczy. Było jeszcze ciemno. Leżałam na ziemi. Byłam.... Sama.
- Świetnie... - mruknęłam zdenerwowana i wstałam z leśnego runa, aby otrzepać się z ziemi i błota, które mnie niestety ubrudziło. - Jeszcze mi za to zapłacisz... - moje oczy błysnęły światłem. Potem zgasły. Nagle zaczęły krążyć w mojej głowie dwa, dziwne na razie pytania. Pierwsze z nich brzmiało: Czemu, kiedy się denerwuję moje oczy świecą? A drugie brzmiało tak: Czy Adamirend jest duchem, który chce ponownie wrócić do świata żywych? Na pierwsze pytanie potrafiłam odpowiedzieć, ale na drugie już nie... Zachowywał się całkiem jak normalny koń, ale musiał coś przede mną ukrywać... I wiedział, że chce się tego dowiedzieć, więc pewnie dlatego mnie uśpił, aby uciec.
- Muszę go znaleźć... Mógł już daleko zajść... - jęknęłam i wzniosłam się w powietrze, aby rozejrzeć się po terenie.
***
Bagna. Właśnie tam ponownie spotkałam ogiera, który czegoś tutaj szukał... Pierścień Morte! Czemu wcześniej na to nie wpadłam... Muszę mu jakoś przeszkodzić. Nie mogę pozwolić  na odnalezienie wszystkich Artefaktów. Duchom nigdy nie należy ufać. Mogą one się zemścić nad wszystkimi stworzeniami z Nivy, co może się skończyć również rewolucją. Co poniektóre duchy mają pewnie ogromną moc, którą mogą wykorzystać na nasze zniszczenie, a co gorsze - zniszczenie wymiaru... Stop! Muszę przecież coś zrobić, nie mogę rozmyślać na razie o najgorszym. Muszę na razie go odciągnąć od swojej misji. Może da się coś zrobić... Och, czyżby wróg mnie zauważył?

Adamirend?

5.11.2017

Od Jagódki CD. Darkness'a

Zamurowało mnie. To dzieje się naprawdę. Nigdy nie myślałam, że będę miała po raz kolejny partnera... Czego się bałam. Bałam się, że Darkness mnie opuści... Że demon nad nim zawładnie... I że... Wszystko się zmieni. Wybuchnie ponownie wojna... A co będzie, jeśli stracę życie na jednej z nich? Nie chciałabym go tym zasmucić. Wzięłam głęboki wdech. Uśmiechnęłam się szeroko i skoczyłam na ogiera pełna radości.
- Uroczyście oświadczam, iż zostanę twoją partnerką, i będę Ci wierna aż do śmierci. - starałam się zachować przy tym powagę, lecz nie mogłam już wytrzymać...
***
Już wkrótce miał się odbyć nasz... Ślub. Nie mogłam w to uwierzyć. Powoli rozważaliśmy przeprowadzkę, lecz do którego domu? Do Darkness'a, czy do mnie? Sama nie wiem... Czas pokaże, lecz musimy podjąć rozważną, ale i zarazem szybką decyzję, gdyż czasu jest coraz mniej. Najgorsze było to, że bałam się trochę mieszkać u ogiera, ponieważ jeśli w nocy będzie się zamieniał w demona... Nie będzie sam, i może mi zagrozić nie małe niebezpieczeństwo. Na razie chciałam to ukrywać, także w myślach byłam cicho, ponieważ obawiałam się obecności konia w moim umyśle, a on umiał przecież czytać w myślach, co czyniło go jeszcze bardziej tajemniczym i jeszcze bardziej... Mądrzejszym. Mam nadzieję, że cały związek ułoży nam się dobrze, że wszystko będzie w porządku i... Będziemy żyć szczęśliwie, lecz nic nie będzie już takie samo. Mam również nadzieję, że Darkness nie obrazi się, kiedy będę wychodzić na nocne patrole, lub wstawać wcześnie rano, aby obserwować okolice i zająć się swoją pasją, czyli łucznictwem. Rozmyślałam tak od dłuższego czasu. Znajdowałam się w Górach. Lecz nie takich zwykłych, bo Smoczych. Był tam również ze mną mój przyszły partner, Darkness, który aktualnie zapisywał w swoim notatniku notatki o swoich obserwacjach przyrodniczych. Zamknęłam oczy. Zaczęłam medytować, oraz zarazem uspokajać się. Kiedy czułam że ktoś jest za mną, z przyzwyczajenia spowodowałam, że moje oczy błysnęły oraz że odwróciłam się w stronę przeciwnika wraz z mieczem, którego nie miałam, ale się za to odwróciłam i już byłam gotowa do walki, kiedy okazało się, że był to Darkness. Uśmiechnął się do mnie lekko.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak... - odparłam. Światło na moich oczach zgasło. Spojrzałam wysoko na niebo... I zaczęłam ponownie rozmyślać.

Darkness?

2.11.2017

Od Jagódki CD. Darkness'a

Słuchałam piosenki Darknessa, który właśnie siedział nad jeziorem i kończył piosenkę. Odwrócił się nagle w moją stronę, po czym natychmiast ukryłam się w krzakach, gdzie rosły jagody, moje ulubione pożywienie. Szybko zaczęłam je zbierać do torby, którą miałam ze sobą. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Był to Darkness, na pewno. Pewnie nie był zadowolony z tego, że tu byłam... A może mu to wcale nie przeszkadzało..? Nie wiem, ale boję się trochę jego reakcji, gdyż może się na mnie obrazić, a nie chcę tego. Nagle poczułam że ktoś właśnie wchodzi do moich myśli. Mam nadzieję, że był to Darkness, który doskonale czyta w myślach za pomocą swojej mocy. Przepraszam... Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły... - powiedziałam do niego w myślach i uciekłam, używając swojej ponad przeciętnej szybkości. Szybko udało mi się uciec od miejsca, w którym spotkałam ogiera. Znajdowałam się aktualnie w lesie, z dala od jeziora. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam kłusować po terenie, aby się trochę rozluźnić.
~*~*~
Trzecia w nocy, a ja jeszcze nie śpię. Nie nastąpił jeszcze nawet wschód słońca, co oznacza, że Darkness jest jeszcze demonem. Najgorsze było to, że ostatnio ciągle o nim myślę i śnię. Nie wiem nawet co to oznacza, nawet, jeśli potrafię kontrolować sny. Swoich snów czasem nie rozumiem, co jest raczej normalne, prawda? Mam taką nadzieję. Wyleciałam z domu. Musiałam. Musiałam tej nocy trochę... Polatać. Najgorsze było to, że czułam coś dziwnego. Czułam dziwną woń...
- Nie... - szepnęłam i użyłam ponad przeciętnej szybkości. Wyczułam zagrożenie i to duże... Dotarłam na miejsce, gdzie... Spotkałam ostatnio Darkness'a. Ujrzałam na miejscu wydarzenia demona, który natychmiast mnie zauważył i od razu przygotował swój miecz, aby ze mną walczyć. Ja także wyjęłam swój miecz. Demon podszedł do mnie...
- Heh... Ciekawe kto wygra! - zaśmiał się swym niepowtarzalnym głosem i zaczęliśmy walczyć. Przyznam... Ja kocham Darkness'a, i nie mam serca z nim walczyć... Nawet, jeśli jest w połowie demonem. Zatrzymałam się, a ogier zadał mi ostateczny cios. Upadłam na ziemię. Nie miałam sił dalej walczyć... Moje ramię było całe zakrwawione. Nie miałam sił... Podniosłam się. Musiałam. Musiałam się znów podnieść. Nie. Nie będę walczyć. Ja... Zrobię to, czego może i będę żałować. Podeszłam do demona, który się zdziwił moją postawą. Uśmiechnęłam się łagodnie do niego.
- Darkness... Ja wiem, że tam jesteś, gdzieś w środku... - odparłam i zawahałam się, lecz zrobiłam to. Przytuliłam go i zarazem pocałowałam. Nie mogłam wytrzymać. Nagle... Błysnęło jasne światło...

Darkness? c:

26.10.2017

Od Jagódki CD. Evan'a

Przyznam - lubię obserwować konie. Wprost uwielbiam. Ten koń był akurat wyjątkowy. Był uzdrowicielem. Uzdrowił swoimi umiejętnościami naszych wojowników oraz mnie.
- Przepraszam, jeśli przeszkadzałam. - mruknęłam i odleciałam, aby ponownie wrócić medytować. Medytowanie... Prawdopodobnie moja nowa pasja. Szybko jednak przestałam to robić i wróciłam do swojej głównej pasji - walce. Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam lecieć nad rzekę Camino.

Ćwiczenia zawsze się przydają. Poćwiczyłam także medytowanie, które polubiłam, lecz nie trwały one długo. Były one głównie na uspokojenie. Kiedy skończyłam, odleciałam i zaczęłam się kierować w stronę swojego domu. Nareszcie w domu. Cieszyłam się, że wreszcie mogę się odciąć od teraźniejszości już teraz. Nareszcie zamknę oczy, i... Zasnę.
***
Otworzyłam oczy. Był ranek. Ucieszyłam się. Zrobiłam szybko śniadanie i kawę, po czym wybrałam się do lasu, aby chwilę pospacerować oraz trochę wykorzystać wolny czas na odpoczynku i relaksie. Cieszyłam się, że nareszcie mogę odpocząć, mimo tego, że lubię spędzać czas przy treningach i swojej pracy, jednak każdemu przyda się odpoczynek, prawda? Tego dnia pierwszego na swojej drodze ujrzałam Steela, który najwyraźniej trenował swoje umiejętności. Na drugim miejscu była Ceniza, która natychmiast mnie zobaczyła i zezłościła się. Zaśmiałam się i zaczęłam lecieć dalej. Trzeci był Darkness, czwarta Bandida, a piąty... Evan. Czyżby mnie zauważył?

Evan? Przepraszam że tak długo czekałeś na odpis.

Od Jagódki CD. Darkness'a

Byłam dumna z siebie. Nareszcie wydyszałam z siebie wszystkie pytania dotyczące Darkness'a - mojego znajomego, a może już niedługo więcej niż znajomego... Nagle ogier zaczął odpowiadać na moje pytania.
- Zaczęło się tak, że mędrca którego spotkałem na swojej drodze nawiedzał tak demon. On umarł, a demon przeszedł na mnie. Przemieniam się po zachodzie słońca, odmieniam gdy słońce wstaje. Demon nienawidzi światła i dobra, można go pokonać nieznanym mi żywiołem wody. - skończył i spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową. Nagle sobie przypomniałam słowa Darknessa - "Ty też jesteś wyjątkowa" . Zarumieniłam się lekko. Czułam że właśnie ktoś buszuje w mojej głowie. W moich myślach. Jesteś dla mnie więcej niż zwykłym znajomym. Jesteś dla mnie przyjacielem. Przyjacielem, który wie, co czuję i myślę. Przyjacielem, któremu ufam i przy którym czuję się bezpieczna. - odparłam w myślach, licząc na to, że Darkness mnie usłyszał. Uśmiechnęłam się do niego.
- Może chciałbyś odpocząć? Mogę Ci przygotować herbatę. - zapytałam a Darkness kiwną tylko głową, co oznaczało raczej "tak" . - Zaraz wracam. - dodałam i zaczęłam przygotowywać dla nas herbatę.
***
Po pół godzinach wypiliśmy razem herbatę. Przy okazji chwilkę porozmawialiśmy o naszych mocach, umiejętnościach, złych stronach i wielu innych. Dawno tak z kimś nie rozmawiałam. Cieszę się, że mogę komuś wreszcie zaufać. Przynajmniej na razie. Wszystko może się kiedyś zmienić.

Darkness? Przepraszam że tak długo.

Od Jagódki CD. Adamirenda

Skąd on wiedział? Jak...? - w mojej głowie krążyły te myśli przez cały czas. Jak to się stało? Wiedziałam, że miał doświadczenie, ale skąd on pochodził? Jak miał na imię? Kim jest, był? Kiedy go obserwowałam, przypomniała mi się przepowiednia o duchach... Przecież on mógł nim być. Wszyscy, których napotkam mogli nimi być.
- Kim jesteś? - nie odpuszczałam.
- Dowiesz się w swoim czasie. - uśmiechnął się koń. Westchnęłam. Jest uparty... I to bardzo. Lecz ja tak łatwo mu nie odpuszczę. Moim zadaniem jest chronienie naszego stada przed duchami, wojownikami... Czyli wrogami. Można tak powiedzieć...
- Uparty jesteś. - mruknęłam i stanęłam przed nim. - Powiedz, jak masz na imię. Więcej od Ciebie nie wymagam! - krzyknęłam, a moje oczy zaczęły świecić. Ogier się tylko zaśmiał.
- Ty też jesteś uparta... Nie odpuścisz mi tak łatwo. Jestem Adamirend. Odpowiedziałem Ci. Odejdź. - odpowiedział i zaczął galopować w stronę Bagien.
- Artefakty... O nie! - krzyknęłam i zaczęłam jak najszybciej lecieć do biblioteki. Musiałam jak najszybciej odnaleźć Wielką Księgę Upadłych Wojowników. To tam były wypisywane imiona i opis wyglądów wojowników, którzy zmarli i chcieli zemsty. Szybko dotarłam do biblioteki. Szukałam księgi, aż wreszcie...
- Jest. - szepnęłam i zaczęłam przeszukiwać księgę. Kiedy ją otworzyłam, wyleciały z niej nietoperze. Strony były puste... - I co ja teraz zrobię? - westchnęłam i zaczęłam myśleć, co mam zrobić dalej...
***
Zaczęłam szukać Adamirenda. Mógł być zwykłym włóczykijem, ale z drugiej strony... Mógł być duchem, który wrócił na Ziemię, aby odnaleźć wszystkie Artefakty. Dobra, chcą je odnaleźć, ale do czego będą im służyć?
- O, jest! - uśmiechnęłam się sprytnie i podleciałam do ogiera. Robiło się powoli ciemno. Księżyc nienaturalnie wielki oraz... Zmienił barwę. Nie zwracam na to uwagi. Muszę się teraz skupić na koniu, którego będę śledzić, choćby nie wiem co!

Adamirend?

21.10.2017

Od Jagódki CD. Darkness'a

Otworzyłam szerzej oczy. Nie powinnam być taka... Ciekawa? Chamska...? Nie powinnam. Dołączyłam do Darkness'a. Musiałam go zatrzymać. Bałam się, że demon obudzi się wcześniej niż zwykle. Kiedy udało mi się go dostrzec, użyłam swoją ponadprzeciętną szybkość i wyprzedziłam biegnącego tak szybko jak błyskawica ogiera. Samiec już nie widział raczej nic. Biegł i się nie zatrzymywał. Kiedy był już blisko mnie...
- Stop! - wrzasnęłam. Me oczy błysnęły, a przede mną ukazała się srebrna tarcza, która zdołała zatrzymać wściekłego konia. Błysnęło światło. Tarcza pękła. Nie mogłam otworzyć oczu... Widziałam tylko ciemność. Nagle ukazał się przede mną demon. Demon, którego widziałam i walczyłam z nim. Śmiał się ze mnie. Śmiał i to bardzo mocno. Kpił sobie ze mnie... Mówił, że jestem słaba i nie mam z nim szans. Że jestem najgorszą wojowniczką, jaką widział. Starałam się zachować spokój, lecz popadłam w furię. Rzuciłam się na ogiera, walcząc z nim do ostatniej kropli krwi. Miałam dość. Wylałam swoje wszystkie nerwy właśnie na niego. Pierwszy raz się tak wściekłam... Kiedy widziałam, że demonowi już się nie chce walczyć, cofnęłam się.
- Teraz to ty jesteś słaby... - zaśmiałam się i wyciągnęłam kryształowy miecz. - I co teraz zrobisz, demonie? - odparłam spokojnym tonem. Moje oczy świeciły jasnym blaskiem, oślepiając samca.
- To jeszcze nie koniec, Jagodo. Policzymy się jeszcze wraz z Darkness'em, moim niewolnikiem! - uśmiechnął się demon i zniknął w ciemnościach. Wreszcie udało mi się otworzyć oczy. Leżałam u medyka. Byłam cała poraniona... Czułam się bardzo źle. Moje moce osłabły. Zdążyłam zauważyć, że moje oczy były szare. Moja sierść wyblakła. Widać na niej było pełno krwi. Spojrzałam na poważnego medyka.
- Czemu uciekłaś? Twój stan jest jeszcze gorszy! - mówił surowym tonem koń, który mnie leczył. Obok mnie stała Helecho. To ona znalazła mnie w lesie na trawie, która była zabarwiona krwią. Obok Helecho stało jeszcze kilka wojowników, między innymi Ceniza, która mnie najwyraźniej nie lubiła, i gdyby mogła, to by tu wcale nie przyszła.
- Odejdźcie. - mruknęłam  i zamknęłam oczy. Ponownie widziałam demona. Śmiał się ze mnie, lecz nie miałam sił, aby ponownie walczyć... Otworzyłam oczy. Była noc. Byłam cała spocona. Najprawdopodobniej z strachu. Bolało mnie gardło. Obok mnie stał medyk, który mówił mi, że krzyczałam przez sen. Byłam zdziwiona tym zajściem. Kiedy medyk zasnął, odleciałam ostatkami sił do swojego domu. Miałam dość. Napisałam karteczkę, że już się czuję o wiele lepiej i że jestem w swoim domu. Kiedy tam doleciałam, widziałam z daleka palący się ogień. Było to niedaleko domu ogiera. Miałam dość. Wiedziałam, że muszę chronić członków stada, lecz... Nie miałam sił., Najgorsze było to, że nikt nie przyleciał lub przybiegł po pomoc. Wzięłam głęboki wdech i poleciałam w stronę pożaru. Widziałam tam demona i... Inne konie. Były tam dwie małe klacze, para z trzema źrebakami oraz dwie starsze pary. Szybko wskazałam im drogę i zostałam sama z demonem.
- Czemu to robisz? - zapytałam a ogier się tylko zaśmiał. - Powinieneś raczej chronić Darkness'a, a nie go straszyć. - mruknęłam i odleciałam. Wiedziałam, że demon mnie śledzi. Miałam go gdzieś. Chciałam się wreszcie wyspać i obudzić w swoim łóżku. Chciałabym, żeby wszystko było tak jak dawniej.
- Zostawisz mnie w końcu czy nie?! - wrzasnęłam, kiedy odwróciłam się. Użyłam ponadprzeciętnej szybkości, która nie była tak ponadprzeciętna, jak kiedyś. Byłam w swoim domu. Nareszcie. Usnęłam.
***
Obudziłam się w swoim łóżku. Czułam się lepiej. Przez chwilę wydawało mi się, że wszystko jest normalne, lecz... Wszystko mi się przypomniało w ciągu kilku sekund. Westchnęłam. Miałam nadzieje, że las przetrwał. Nie miałam wystarczającej siły, żeby go zatrzymać. Na szczęście pożar nie był taki wielki, jaki mógł być. Spojrzałam przez okno. Wszystko było tak jak wcześniej...

Darkness? Co będzie dalej? c:

17.10.2017

Od Jagódki CD Darkness'a

Nie spuszczając wzroku z ogiera, przygotowałam dla niego miętę. Przypomniało mi się, że miałam w szafie apteczkę na różne rany. Pamiętam, jak w szkole walki uczyliśmy się także ratować innych wojowników, i innych członków stada, co moim zdaniem było całkiem przydatne, gdyż zawsze ta wiedza może się do czegoś przydać. Wyciągnęłam apteczkę, oraz zrobiłam dla nas miętę. Wiedziałam dobrze o tym, jaka jest jego druga połowa i że chciał to ukryć… Nie dziwię się mu, jednak…. Muszę z nim porozmawiać na ten temat. Nie chciałam, żeby inne konie zaczęły się go bać, ani mnie, bo ja też jestem w pewnym sensie potworem… Lecz trochę innym, niż Darkness. Podeszłam do ogiera. Posłałam mu ciepłe spojrzenie i podałam miętę. Pierwszy raz mi tak na kimś zależało… Może dlatego że jesteśmy do siebie podobni? A może wcale… Łączy nas chyba tylko to, że mamy swe złe strony. Otworzyłam apteczkę i wybrałam odpowiednie lekarstwa.
- Wiesz… Chciałam z tobą o czymś porozmawiać. – zaczęłam. – Wiem o tym, że jesteś demonem i że… nie chcesz tego mówić innym, boisz się tego. Ja Cię… Rozumiem. Też jestem w pewnym sensie potworem, tylko trochę innym od Ciebie. Obydwoje mamy te swoje złe postacie, które czekają na chwilę, kiedy będą mogły nad nami zapanować. Chcę ci tylko dodać otuchy… - szepnęłam i rozłożyłam skrzydła. Zamknęłam oczy i uśpiłam Darkness’a na kilka  minut, aby go choć trochę wyleczyć, chociaż dobrze wiedziałam, że powinien iść do medyka. Kiedy go już wyleczyłam, ogier otworzył oczy.
- Jak się teraz czujesz? – zapytałam łagodnym głosem i spojrzałam na ogiera, którego bardzo polubiłam. – Mam nadzieję, że wkrótce będziesz zdrowy jak ryba. – zaśmiałam się i na chwilę odeszłam, aby wziąć książkę, którą mam nadzieję, że polubi. Pierwszy raz byłam taka… Uśmiechnięta i ufna. Nigdy jeszcze nie zaprosiłam, a raczej nie wzięłam ze sobą konia do swojego domu. Szukałam i szukałam, aż wreszcie… Jest! To ta książka. Za pomocą rogu podniosłam książkę i przyniosłam do Darkness’a.
- Mam nadzieję, że to też będzie twoja ulubiona. Czytałam ją sporo razy! – uśmiechnęłam się i oczekiwałam odpowiedzi.

Darkness?

15.10.2017

Od Jagódki CD. Darkness'a

Brałam głębokie wdechy, nie spuszczając wzroku z potwora, którym był Darkness. Potwór leżał. Darkness za pewne widział mnie, ale nie mógł nic zrobić. Podeszłam do ciemnej istoty... Widziałam w im uśmiechniętego do mnie ogiera. Odwzajemniłam uśmiech, lecz zaraz się skrzywiłam z bólu...
- Ja też jestem potworem, z drugiej strony. - zaczęłam, patrząc się na potwora. - Nasze moce są całkiem podobne do siebie... - moje oczy zmieniły kolor na kolor czerwony oraz były bardziej podobne do oczu kota, niż konia. Zaśmiałam się inaczej. Wyciągnęłam Gwiezdny Miecz. Czułam w sobie satysfakcję... Czułam się pewna siebie. Użyłam swojej ponad przeciętnej szybkości. Pojawiłam się tuż przed potworem, który był zdezorientowany. Obudziłam w pełni swoją drugą ja.
- Co zrobiłeś z Darknessem?!!! Masz go zaraz uwolnić, i to już!!!!!!! - wrzasnęłam. 
- Ty... - powiedział przez zęby demon i chciał się uwolnić, lecz nie mógł. Przypłaszczyłam go do ziemi. Nie chciałam, żeby mi tak prędko uciekł.
- Uwolnij go, albo pożałujesz... - moje oczy zaświeciły.
- Jeśli mnie zranisz, zranisz też Darkness'a... - zaśmiał się ogier. Zamknęłam oczy. Ujrzałam przed sobą Darknessa. Było z nim wszystko w porządku... Westchnęłam. Może potwór nie mówi prawdy? A jeśli zniszczę go, zniszczę też Darkness'a? Nie mogę na to pozwolić... W każdym razie, kiedy zniszczę i jego, opuszczę te stado i już nigdy nie wrócę. 
- Owszem. Na razie możesz go łaskawie uwolnić?!!!!! - przysunęłam mu strzałę do gardła i czekałam. Demon był uparty. Nagle usłyszałam w swojej głowie głos. Jagoda, możesz go ranić. Mi nic nie będzie, nie martw się. Wszystko będzie w porządku, obiecuję. - był to głoś ogiera, którego znałam. Wzięłam głęboki wdech.
- Nie słuchaj go! - krzyknął potwór. - Zniszczysz mnie, to zniszczysz i jego!! 
- Zrobię to, co uważam za słuszne. - straciłam w duchu przytomność. Widziałam tylko to, co robi moja druga ja. Walczyli... Czyżby moja druga ja zniszczyła potwora? Wschód słońca... Obudziłam się. Znalazłam się w pokoju medyka. Byłam cała obolała. Otworzyłam oczy. Widziałam na niektórych drzewach ogłoszenie o zaginięciu Darkness'a. 
- Nie... - szepnęłam i wyrwałam się medykowi. Nie zwracałam uwagi na swoje rany, które tak bolały... Moim obowiązkiem było przecież chronienie członków, prawda? Właśnie, więc muszę go znaleźć. Pamiętam gdzie odbyła się bitwa. Kiedy dotarłam tam, leżał Darkness. Czy potwór został pokonany? Czy może to wschód słońca spowodował, że potwór zniknął? Tak czy siak wezmę go do swojego domu i będę go obserwować. Słyszałam z daleka krzyki medyka, szukającego mnie, lecz nie zwracałam na niego uwagi. Kierowałam się jak najszybciej w stronę swojego domu, trzymając na swoim grzbiecie Darknessa. Wydawał mi się podejrzanie lekki... Potwór dalej w nim mieszka? Okaże się...
***
Robiło się ciemno. Darkness leżał w moim łóżku. Martwiłam się o niego, gdyż ani razu nie otwierał oczu. Westchnęłam. Potwór pewnie dalej w nim mieszka i nie chce go opuścić.

Darkness? Spoko, ja też nie napisałam nie wiadomo jak długiego.

10.10.2017

Od Jagódki do Evan'a

Spacerowałam po lesie. Powoli stąpałam swymi kopytami po miękkiej leśnej ściółce. Otaczały mnie kolory jesieni, a mianowicie kolor pomarańczowy, żółty, czerwony, brązowy i jeszcze trochę zielonego, z czego się cieszyłam, bo bardzo lubię kolor zielony. Spojrzałam na swoje głębokie rany. Zdobyłam je walcząc z potworami. Jeden z nich zostawił na mojej ranie potężny pazur, który zachowałam, chowając go do mojej torby, w której przetrzymuję swoją broń. Nigdy się z nią nie rozstaje, ponieważ niebezpieczeństwo może się pojawić w każdej chwili, a ja nie chce być bezbronna. Robiło się powoli ciemno. Nastała moja ulubiona pora - noc. Najlepsze było to, że dziś nie miałam patrolu, lecz kto inny. Za dwa dni ponownie będę patrolować, a ten czas spędzę przy treningach oraz może jakiejś rozrywce... Dawno nic nie robiłam rozrywkowego, oprócz treningów, które były raczej moją jedyną rozrywką. Może lepiej znaleźć coś dla siebie? Coś, w czym będę mogła się rozerwać... Wzniosłam się w górę i zaczęłam kierować się w stronę mojego ulubionego miejsca - Gór Smoczych. Był to bardzo piękny teren, który zamieszkiwały między innymi smoki. Bardzo interesowałam się tymi stworzeniami. Były one bardzo ciekawe oraz mym zdaniem - inteligentne. Używają bardzo dobrej techniki latania oraz techniki walki. Smoki nie tylko potrafią ziać ogniem, one potrafią więcej, tylko my po prostu... Nie wiemy o tym. Ja wierzę w to i mam nadzieję, że rzeczywiście tak jest. Po kilku minutach już z daleka widziałam góry. Góry, do których chciałam dziś dotrzeć. Widziałam już na dole piękny, ciemny przez noc las oraz także małe źródełko. Mogłam zobaczyć też ognisko, przy którym siedziały trzy konie, najwyraźniej wędrowcy, czy nawet podróżnicy, którzy jak widać chcieli znaleźć szczęście w tych okolicach. Widziałam też młodego jelenia, jedzącego spokojnie trawę oraz jego matkę, dzielną i cierpliwą samicą, która poświęci się za swojego syna w każdej chwili. Lubiłam sobie tak rozmyślać o życiu innych... Na przykład o mały sarnach, które szukały swej matki, lub nawet małych pegazach, które nie chciały chodzić do szkoły... Przypomniało mi się, jak marzyło mi się być pisarką, i wymyślać różnorodne historie... Może jednak znów do tego wrócę? Przecież tak lubiłam te zajęcie... No dobra, wolałam walczyć niż pisać, ale to też moim zdaniem to też było bardzo dobre spędzenie wolnego czasu. Dobrze się przy tym bawiłam. Czasem nawet śmiałam się z tego co wymyśliłam, ponieważ kiedyś miałam same głupoty w głowie... Zatrzymałam się. Byłam już w górach. Teraz potrzebowałam chwilę odpoczynku, spokoju i koncentracji, bo oprócz walki postanowiłam jeszcze pomedytować, co pomoże mi się skupić oraz trochę uspokoić. Przez ostatnie wydarzenia stałam się bardziej podatna na nerwy niż zazwyczaj, a łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, więc... Postaram się jakoś opanować. Po chwili znalazłam się na ziemi. Otoczył mnie niebieski krąg. Zamknęłam oczy. Zaczęłam się skupiać na jednym - spokoju. Zaczął wiać lekki wiatr. Zaczęło się. Moja ulubiona pora, ta, na którą tyle czekałam. Spokój i cisza. No, może nie do końca cisza, bo wiał wiatr. Ale co z tego. Lubiłam wiatr oraz konie, które miały jego żywioł. Raz się z takim przyjaźniłam, w szkole. Razem wspaniale się bawiliśmy... Ach te stare czasy... To wszystko tak szybko minęło... Jednak nie chcę się cofnąć. Nie mam takiego zamiaru, bo to, co przeżyłam było okropne. Nagle usłyszałam szelest. Przez chwilę myślałam, że to tylko wiatr, ale nie traciłam czujności. Po chwili czułam na sobie czyiś wzrok. Był to koń, czułam także woń naszego stada. Nic nie mówiłam. Nie chciałam żeby ktoś znów wyprowadził mnie z równowagi...

Evan?

9.10.2017

Od Jagody CD. Steela "To nie koniec walki"

Miałam bardzo ważne zadanie do wykonania - musiałam zaprowadzić wojowników i rannych do twierdzy. Westchnęłam cicho. Rannych nie było na szczęście dużo, a droga nie powinna nam zabrać wiele czasu. Powinniśmy się jakoś wyrobić.
- Zaczynajmy podróż. - odparłam i zaczęliśmy się kierować w stronę twierdzy. Co jakiś czas pomagałam rannym, którym nie udało się pokonać niektórych bestii. Nie powiem, były silne, ale wydaje mi się, że nie miały najlepszej strategii. My ją mieliśmy.
- Wszystko w porządku? - zapytałam łagodnie młodego rannego wojownika.
- Tak, dziękuję Jagoda. - odpowiedział i zaczął iść dalej. Ja także to samo zrobiłam, a przy okazji wzniosłam się w powietrze i obserwowałam, czy wszystko idzie sprawnie. Raz tylko poszło coś nie tak - był korek spowodowany przez konie, które były ranne. Na szczęście udało nam się im dodać otuchy i iść dalej. Byliśmy w połowie drogi. Robiło się już powoli jasno, z czego się całkiem cieszyłam. Czemu? Lubię robić wiele rzeczy w czasie dnia, oprócz tego, że tylko w nocy lubię udoskonalać swoje umiejętności. Przyznam, że bardzo szybko się przemieszczaliśmy. Jeszcze chwila i będziemy przed twierdzą, lecz... Będzie to utrudnione przez skały i wiele innych przeszkód. Otaczały nas piękne góry i lasy. Lasy nie były już zielone tak jak kiedyś, lecz żółte, czerwone, a nawet pomarańczowe. Otaczały nas... Kolory jesieni. Takie piękne i różnorodne. Pod naszymi kopytami były kolorowe liście, które wyglądały moim zdaniem przepięknie w szarym, skalistym tle. Na nasze ciała spadał delikatny i całkiem miły poranny deszcz. Spojrzałam na górę. Za lasami można było już dostrzec wschodzące słońce, które wyglądało jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Dlaczego? Niebo było trochę ciemne i był pojedyncze gwiazdy, a do tego jeszcze słońce. Widok był ciekawy, ale teraz nie czas na odpoczynek. Musimy dotrzeć do twierdzy, i to jest nasz cel, który musimy wypełnić.
- Jeszcze trochę, uda nam się! - dodawałam otuchy reszcie wojowników i rannym. Wszyscy byli zmęczeni, widziałam to po nich. Nie ukrywam, ja też się trochę zmęczyłam, gdyż podróż nie była łatwa. Kiedy już przestaliśmy się wspinać, widzieliśmy już z daleka twierdzę, która była jednym słowem - potężna.
- To tu... - szepnęłam i zaczęłam biec, a za mną wszyscy wojownicy jak i ranni, którzy nabrali przed chwilą sił. Zrobiłam przerwę, gdyż wszyscy byliśmy głodni jak i spragnieni. Cieszyłam się, że już dotarliśmy... Do celu.

Steel? Co dalej?

8.10.2017

Od Jagódki CD. Steela "To nie koniec walki"

Wreszcie będę mogła się ponownie wykazać. Lubię walczyć, ale bez przesady. Szybko się przygotowałam do bitwy. Przygotowałam sobie łuk oraz resztę zestawu. Kiedy byłam gotowa, wzniosłam się w powietrze i zaczęłam lecieć. Niestety, byłam sama. Widziałam na samym dole grono wojowników. Postanowiłam się do nich przyłączyć, więc podleciałam do nich.
- Cześć Jagoda! Zapowiada się wielka bitwa. - uśmiechnął się do mnie jeden z wojowników. Spojrzałam na ogiera.
- Owszem. Musimy dać z siebie wszystko. - odparłam i wyprzedziłam grupkę. Po chwili znów byłam sama, z czego się trochę ucieszyłam. Uwielbiałam samotność. Samotność to połowa całej mojej postaci. Po chwili znajdowałam się już na równinach, gdzie nikogo jeszcze nie było. Odwróciłam się. Zobaczyłam już biegnącego w stronę równin Steela. Uśmiechnęłam się po kryjomu. Ogier był bardzo przystojny, jak i męski. Moim zdaniem był bardzo dobrze zbudowany. Widać było, że został stworzony do walki. Że został stworzony po to, aby osiągnąć bardzo ważną rzecz w życiu. Po chwili samiec stał już obok mnie. Spojrzałam na niego poważnym wzrokiem. Wyczuwałam już powoli obecność potworów.
- Zbliżają się. Musimy się przygotować. - odparłam, po czym po chwili pojawił się obok mnie ogromny srebrny łuk. Czułam na sobie wzrok Steela. Obserwował mnie. Starałam się być poważna oraz pokazać mu, że mam w sobie siłę. Nie chciałam się popisywać, ale... Chciałam mu pokazać, że mam w sobie choć trochę potencjału. Odwróciłam się w stronę wojowników. Już wszyscy byli. Można było wyczuć tylko potwory, które zobaczyłam już z daleka. Parsknęłam cicho i wyszczerzyłam moje kły, które nie były duże. Wzięłam głęboki wdech. Zaraz miało się to samo stać... Nie wytrzymałam. Było mi tak wstyd...
- Do ataku!!!! - krzyknęłam razem z Steelem. Było mi głupio. Uczyliśmy się tego w pierwszej klasie w szkole łucznictwa, że jeśli nie jest się przywódcą, nie mówi się "Do ataku", no chyba, że nie będzie wyjścia... Szybko wzbiłam się w powietrze. Rozwścieczone stado potworów zaczęło biec w naszą stronę. Zaczęłam celować w jednego z potworów. Po chwili stał się przeźroczysty, lecz nie na długo. Moje zaklęcie po chwili przestało działać. Słyszałam śmiech kogoś znajomego... Był to ogier, lecz nie wiem dokładnie jaki... Czyżby do był Steel?
- Teraz to się wkurzyłam... - powiedziałam przez zaciśnięte zęby i zaczęłam strzelać w stronę potworów. Tym razem się udało. Widocznie zaklęcie nie zadziałało, co było rzadkie. Zleciałam na sam dół. Widziałam Cenizę walczącą z jednym z potworów. Uśmiechnęłam się. Zaczęłam celować w potwora, po czym zaraz upadł na ziemię. Puściłam oczko do Cenizy i odleciałam. Czułam, że się na mnie zezłościła, ale cóż, przecież naszym celem chyba nie są wyścigi pt. "Kto zabije najwięcej potworów" ? Było by śmiesznie, gdyby tak było, lecz to, co się teraz dzieje jest na poważnie i nie powinnam sobie z tego żartować. Zaczęłam atakować resztę potworów swoją magią, która była trochę zbędna. Dlaczego? Prawie w ogóle jej nie używałam. Nagle ujrzałam Steela, który walczył chyba z Alfą stada. Całkiem nieźle sobie radził, jednak ja postanowiłam się zająć swoją robotą, czyli... Dalszym ciągiem zabijania potworków.

Steel? Mogłam lepsze napisać, wiem. Ale na wieczór już tak mam.

Od Jagódki do Steela "To nie koniec walki..."

Minęło już kilka tygodni od dołączenia do stada, a może nawet miesiąc... Wiele się działo przez ostatnie dni, tygodnie, miesiąc... Przypominałam sobie wszystkie chwile, jakie tutaj spędziłam. Wzięłam wdech i uśmiechnęłam się do siebie. Czas tak szybko mija... Przypomniał mi się nawet pewien wiersz, który zarecytował mi mój kolega ze szkoły, w której uczyliśmy się walki. Był urodzonym wojownikiem, ale też zarazem poetą. Nikomu o tym nie mówił oprócz mnie. Uważał mnie za najlepszą przyjaciółkę, jak i wojowniczkę w całej klasie, lecz ja tak nie sądziłam. Bywali lepsi ode mnie uczniowie, jak i rywale z którymi nie raz walczyłam. Czasem wygrywałam i czasem przegrywałam. Przypomniała mi się nawet moja pierwsza porażka... Byłam wtedy na siebie taka wściekła, że 10 razy waliłam głową w mur, tak mocno, że przez tydzień bolała mnie głowa...
- To były czasy... - zamknęłam oczy i zaczęłam powoli się wznosić do samego nieba. Otworzyłam oczy, które zabłysły jasnym światłem. Zaśmiałam się i użyłam swojej ponad przeciętnej szybkości. Latałam szybko jak błyskawica na dole widziałam kilka koni ze stada, które obserwowały mnie. Widziały pewnie ciemną, szybką plamę przemieszczającą się po niebie. Kiedy byłam już wystarczająco wysoko, zamknęłam oczy. Zatrzymałam skrzydła. Zaczęłam spadać z niewiarygodną szybkością. Za chwilę mogłam się zderzyć z ziemią i...Umrzeć. Jednak kiedy otworzyłam oczy, rozbłysło światło, którego nie dało się opisać. Ponownie wzniosłam się, pozostawiając po sobie linię gwiazd, która przedstawiała alikorna. Po chwili światło zniknęło. Wszystko było normalne. Zleciałam delikatnie na ziemię. Dawno tego nie robiłam. Na niebie widniał piękny gwiazdozbiór. Niestety, wkrótce pewnie zniknie. Zaczęłam powoli kierować się w stronę lasu. Uwielbiałam tam przebywać. Nagle przybiegł do mnie jakiś koń. Zapewne członek stada. Powiadomił mnie o dziwnych stworzeniach w południowej części, oraz o tym, że Steel mnie wzywa.
- Dziękuję za informację. Ja już jednak muszę lecieć... - szepnęłam i zaczęłam bardzo szybko lecieć. Po kilkunastu sekundach znalazłam się przed Steelem, ogierem, z którym walczyłam w czasie wojny z wyrzutkami.
- Wzywałeś mnie. Słyszałam, że jakieś stworzenia wdarły się na nasze ziemie. Czy to oznacza wojnę? - odparłam i czekałam na odpowiedź.

Steel?

1.10.2017

Od Jagódki CD. Darkness'a

Darkness to bardzo miły ogier. Przyznam, całkiem spodobała mi się jego metafora.
- Po proszę zwykłą miętę. - uśmiechnęłam się do konia. Po chwili samiec wrócił z gotową miętą.
- Nie wiedziałam, że tu mieszkasz. Mieszkam prawie obok Ciebie, tyle że w jaskini z powalonym drzewem. Pewnie już te miejsce widziałeś, prawda? - zapytałam, a Darkness kiwnął tylko głową. Mięta wykonana przez ogiera była przepyszna.
- Cóż... Nic tu po mnie. Ja już powinnam wracać do swojego domu. Dziękuję za gościnę, do widzenia. - pożegnałam się kulturalnie. Po chwili znajdowałam się przed jego domem. Mam nadzieję, że już wkrótce ponownie się spotkamy. Tym czasem ja poleciałam potrenować łucznictwo oraz przygotować się na już drugi nocny patrol, który traktowałam jako swój obowiązek. Kiedy leciałam, rozmyślałam o moim marzeniu... Owszem, jestem bardziej realistą niż marzycielem, lecz... Przecież każdy o czymś marzy, prawda? Moje marzenie owszem - jest wykonalne, ale trzeba z pewnością na nie zasłużyć. Moim marzeniem jest zostać Gwardzistą. To moje jedyne marzenie, jakie kiedykolwiek miałam. Od zawsze byłam bardziej realistą, niż marzycielką. Otaczała mnie szara mgła. Otaczała mnie już ciemność. Nastała noc. Nie uda mi się już potrenować, ale cóż, następnym razem powinno mi się udać. Użyłam swojej niezwykłej szybkości i doleciałam po kilku sekundach na miejsce, które miałam patrolować. Było ono blisko domu Darkness'a. Niestety, zdziwiło mnie jedno - czemu on jest w swoim domu? Widać było prawdopodobnie jego cień. Wydawało mi się to bardzo podejrzane... Wszyscy przecież byli na co rocznym Zebraniu Koni, w którym uczestniczyli wszyscy członkowie. Zebranie te nie było obowiązkowe. Ja na nim nie byłam, gdyż miałam za zadanie patrolować tereny, z czego się w sumie cieszyłam, ponieważ za pewne i tak bym nie poszła na to Zebranie, gdyby tam miało być dużo koni. Nie lubiłam być w dużym towarzystwie, tym bardziej, że jestem samotniczką. Obserwowałam dalszym ciągiem dom Darkness'a. Wszystko zaczęło wydawać mi się podejrzane... Zaczęłam powoli wyczuwać zagrożenie... Ktoś był za mną...
- Co ty tu robisz!? - wyjęłam łuk. Moje oczy zabłysnęły jasnym światłem, kiedy odwróciłam się w stronę "ktosia" , którym się okazał towarzysz - Darkness'a, wilk którego jeszcze nie poznałam. Moje oczy znów stały się normalne. Wilk zawarczał na mnie, dając znak, żebym nie ryzykowała. Nie miałam na to ochoty. Byłam trochę wyczerpana dzisiejszym dniem.
- Dobra, dobra. Przepraszam. Pomyliłam Cię z wrogiem. - mruknęłam, spoglądając na wilka, który najwyraźniej nie przyjął moich słów do serca. - Jesteś towarzyszem Darkness'a, zgadza się? - zapytałam, nie spuszczając wzroku z zwierzęcia. Magiczny wilk cofnął się i zarazem kiwnął głową. Widać było, że nie chciał pokazywać że się boi. - Poznałam dzisiaj Darkness'a. Jest to bardzo miły ogier. Zaprosił mnie do siebie. - odparłam po minucie głębokiej ciszy. Czasem lubiłam ciszę, a czasem nie. Wilk raczej nie chciał ze mną rozmawiać. Uciekł ode mnie kierując się w stronę swojego domu i właściciela, który był ogier, którego zdążyłam dziś poznać. Miejsce te było zamglone. Cała ta sytuacja wydawała mi się podejrzana. Sama nawet nie wiem, czemu. Wzbiłam się w powietrze i obserwowałam wilka. Widziałam, że puka do drzwi. Z drzwi wyłonił się... Sama nie wiem kto. Pomyślałam, że moje oczy są po prostu zmęczone i dlatego mogę mieć zwidy. Nagle zauważyłam, że robię się ciemniejsza... Co się dzieje?
- Och... Czemu mi to robisz? - zapytałam ciemną klacz, którą zaraz miałam się stać. Okaże się... - odpowiedział mi ktoś w myślach. Po chwili stałam się czarną klaczą. Nie czułam złości. Czułam się normalna. Miałam wątpliwości co do mojej postaci, ale cóż, czasem trzeba spróbować. Odsunęłam swój strach na bok i zleciałam na ziemię, aby ponowie wrócić do patrolowania terenu. Moje wszystkie zmysły były wyostrzone. Moce stały się silniejsze. Czułam w sobie niesamowitą energię. Czułam się jakbym nie była w ogóle zmęczona, co nie było prawdą. Zrobiłam dzisiaj wiele rzeczy. Były to między innymi treningi. Po kilku minutach nie wytrzymałam i podeszłam do domu Darkness'a. Czułam na sobie czyiś wzrok. Ktoś mnie obserwował. Przypomniało mi się, że Darkness mnie za pewnie nie pozna, gdyż jestem w innej postaci. Odeszłam od domu. Dalej czułam na sobie wzrok. Usłyszałam nawet szelest. Mieszkanie ogiera zrobiło się puste. Nie widziałam już lampy oraz jego cienia. Wzięłam głęboki wdech.
- Pokaż się! - krzyknęłam. Czułam, że nie jestem sama. Ktoś musi tu być. Usłyszałam cichy wiatr, ale i zarazem kroki. Nie czułam się najlepiej. Nagle ujrzałam czyjąś ciemną postać. Był to pewnie cień.
- Kim jesteś...? - szepnęłam.

Darkness?


24.09.2017

Od Jagódki "Bitwa"

Ja za moment, miało się stać to, na co czekaliśmy. Wojna, w której nie obędzie się bez ofiar obydwu stron. Można było zobaczyć wrogą armię, ale nie była ona ogromna. Wzięłam głęboki wdech. Nie bałam się walczyć. Moim zadaniem było chronienie członków naszego stada, nawet tych, których nie lubiłam. Każdy, kto chciał walczył miał już przygotowaną broń. Nie mieliśmy za wiele łuczników, ale za to mieli wszystkie swoje umiejętności opanowane do perfekcji. Ja ich może do wysokiego poziomu nie opanowałam, ale staram się jak najlepiej walczyć.
- Przydałoby się więcej łuczników. - mruknęła Helecho. - Nie przypuścimy tak salwy. Będziemy musiały eliminować przeciwników pojedynczo.
Skinęłam głową, dając znak, że rozumiem ją.
- Nie przejmuj się jeżeli nie zabijesz. Ranny daleko nie zajdzie, a ktoś będzie musiał się nim zająć. - dodała po chwili. Z chęcią wysłuchałam jej rad. Jednak postanowiłam wykorzystać swoją ulubioną technikę, którą opanowałam do wysokiego stopnia.
- Zostaniemy tu na cały czas bitwy? - zapytałam.
- Aż nas nie wykryją. A w końcu to nastąpi. Zauważą skąd nadlatują strzały. Potem ja wzniosę się w powietrze. Ty zapewne także potrafisz oddawać strzały w locie. - spojrzała na mnie Helecho, a ja kiwnęłam szybko głową. Byłam bardzo dumna z tego, że się do czegoś przydam.
- Ile czasu zostało?
- Hmm... Woda zaczyna się już cofać. Niewiele. Przygotujmy się. - odpowiedziała klacz i zaczęła się przygotowywać do bitwy. Ja także to robiłam. Szybko ze zwykłego łuku stał się niesamowicie szybki i ostry srebrny łuk. Cały zestaw był srebrny. Był trochę nietypowy, ale trudno. Nie zwracałam na to uwagi. Po kilku minutach byłam już gotowa do walki. Nastała cisza. Słyszałam jedynie swój oddech oraz moje szybkie bicie serca. Ponownie wzięłam głęboki wdech. Po chwili już zaczęłam czuć satysfakcję. Przeciwników nie było za wiele. Nasza armia na pewno była większa. Nagle usłyszałyśmy okrzyk Wyrzutków, co oznaczało rozpoczęcie wojny. Helecho dała mi znak i wypuściłyśmy 3 strzały. Udało nam się pokonać 5 wojowników.
- Czas lecieć. - stwierdziła klacz, a ja bez słowa wzniosłam się w powietrze. Uśmiechnęłam się do siebie. Z góry mogłam wszystko dostrzec.
- Rozdzielimy się. - odparła Helecho, po czym odleciała w całkowicie inną stronę. Obserwowałam z góry przebieg bitwy. Użyłam swojej ponad przeciętnej szybkości i wypuściłam pięć strzał na raz do ofiar. Niestety, nie trafiłam do jednej z nich. Spróbowałam jeszcze raz. Udało się. Szukałam głownie oddzielonych od ogromnej armii wojowników, którzy najwyraźniej stchórzyli. Udało mi się niektórych z nich pokonać. Nagle zobaczyłam nowego członka, Darkness'a, który próbował pokonać jednego z Przywódców Straży. Szybko do niego podleciałam i pomogłam mu jak najszybciej zabić Przywódcę. I kolejny raz udało się. Po chwili wiedziałam, że ogier da sobie radę, gdyż towarzyszył mu piękny, ale i na pewno silny wilk. Uśmiechnęłam się do duetu i odleciałam, szukając kolejnych przeciwników. Nagle zobaczyłam Cenizę, która miała zamiar walczyć z jakąś klaczą. Użyłam swojej szybkości i trafiłam strzałą prosto w serce.
- Śmieszna jesteś. - powiedziała tajemnicza klacz jeszcze przed moim atakiem.
- Dzięki. - krzyknęła Ceniza.
- Nie ma za co. - uśmiechnęłam się i odleciałam dalej. Jeszcze wcześniej ujrzałam spadającą Helecho, co mnie zaniepokoiło. Miałam ochotę polecieć do niej i ją uratować, ale widziałam, że już nasz szpieg się nią zajął. Westchnęłam z ulgą i zaczęłam dalej lecieć. W tym samym czasie udało mi się trafić strzałą przeciwnika. Ofiara przeżyła, ale stała się przeźroczysta. Po chwili zdecydowałam się na powrót na ziemię, żeby jeszcze coś zdziałać. Armia przeciwna zmniejszyła się. Dwóch wojowników na raz miało ochotę ze mną walczyć. Niestety, byli chyba silniejsi ode mnie. Okazało się, że obydwoje mieli moce natury. Zaplątali mnie w ogromną, zieloną roślinę. Próbowałam się wydostać, ale na próżno.
- I co teraz nam zrobisz? Nie jesteś taka silna, jak nam się zdawało! - powiedziała klacz.
- Hahahaha!!! - obydwie klacze zaśmiały się, a moje oczy błysnęły jasnym światłem.
- To już za wiele... - szepnęłam. Zaczęłam się robić coraz ciemniejsza i coraz silniejsza. Budziła się we mnie Moc Gwiazdy Polarnej. Bałam się jej użyć i unikałam tego, ale teraz nie miałam wyboru. Kiedy byłam już gotowa, moje oczy nadal były oświetlone. Uderzyłam z całej siły kopytami, dzięki czemu wywołałam małe trzęsienie ziemi. Użyłam także Gwiezdnego Łuku, dzięki któremu udało mi się pokonać klacze. Po chwili wróciłam do normalnej postaci. Moje oczy także stały się normalne. Wzbiłam się w powietrze. Właśnie jeden z członków pokonał Przywódcę Wyrzutków. Armia została pokonana. Niektórzy przeżyli, ale uciekli. Uśmiechnęłam się do siebie. Niestety, nie obyło się także bez ran, rannych i ofiar. Szybko zleciałam na ziemię w stronę małego zebrania, gdzie znajdowała się Helecho i Steel.
- Musimy pomóc rannym! - krzyknęłam. - Jest ich spora ilość... - dodałam, po czym spojrzałam na Helecho.
- Wiemy. Musimy im pomóc. - powtórzyła klacz i się do mnie uśmiechnęła. Ja także odwzajemniłam ten gest. Wreszcie, koniec wojny! Rany nie były poważne. W ogóle nie zwracałam uwagi na lejącą się krew oraz otarcia.

Koniec c:

23.09.2017

Od Jagódki do Steel'a

Spacerowałam sobie po tajemniczym jeszcze dla mnie lesie. Wczoraj dołączyłam do stada Stella Divina mając nadzieję, że życie tutaj będzie lepsze, niż w starym stadzie. Nagle przypomniały mi się wszystkie moje cierpienie. Chciałam ich się pozbyć na zawsze ze swojej pamięci, ale niestety - historii nie da się cofnąć. To, co było, zostanie już na zawsze w moim sercu. Wzięłam głęboki wdech. Postanowiłam przynajmniej chwilę poćwiczyć sztuki walki, które opanowałam do perfekcji. Kiedy trenowałam walkę, wyczułam woń ogiera. Szybko wyostrzyłam swoje zmysły i zaczęłam być jeszcze bardziej czujna niż zazwyczaj. Tajemniczy koń zbliżał się w moją stronę... Kiedy był już wystarczająco blisko, powoli wyciągałam swoją magiczną broń... I...
- Kim jesteś!!? - użyłam swojej ponad przeciętnej szybkości, wyciągnęłam swój łuk i krzyknęłam do ogiera. Samiec był najwyraźniej zdziwiony tym zajściem, ale i zarazem niezadowolony. Nagle zdążyłam się zorientować, że to był przywódca, Steel. Zrobiło mi się głupio... Zapewne ogier był na mnie zły, że z zaskoczenia go zaatakowałam. - Przepraszam... Nie chciałam Cię zaatakować. - mruknęłam i schowałam swoją broń.
- Zdarza się. - odparł obojętnie i spojrzał na mnie. - Jesteś Jagoda, zgadza się? - zapytał.
- Owszem. - odpowiedziałam. Nastała cisza. Żaden z nas nic dalej nie powiedział. Robiło się już powoli ciemno. Był zmierzch. Wszystkie zwierzęta mieszkające nasz wymiar kryły się w swoich kryjówkach. Większość koni pewnie już przygotowywała się do snu, jednak ja nie miałam tego w planach. Chciałam dokładniej rozejrzeć się po terenach stada oraz w dalszym ciągu doskonalić swoje umiejętności. Następnego dnia też miałam ciekawe zajęcie na całą noc - Nocny Patrol, który był dla mnie bardzo ważny. Nagle dowódca odezwał się do mnie.

Steel? Trochę za krótkie, następnym razem postaram się napisać dłuższe opowiadanie c: