Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bandida. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bandida. Pokaż wszystkie posty

4.11.2017

Od Bandidy cd. Evan'a

Ogier sam się prosił, żebym była dla niego ściślej mówiąc chamska. Jego zdziwienie sprawiało mi dużą satysfakcję. Naszą bardzo przyjemną wymianę zdań przerwały wilki. Cala sfora... Nim zdążyłam się obejrzeć było ich na tyle dużo, że powaliły mojego towarzysza rozmów. Tak samo nie wiadomo skąd pojawiła się Hielo. Nie namyślając się za długo przepędziłyśmy zwierzęta. Evan chyba do końca życia będzie miał traumę przed wilkami. Lecz jak narazie będzie musiał znosić moją Hielo. Podeszłam do niego. Koń leżał w kałuży krwi.
-Coś czuję, że sama herbatka nie wystarczy...- powiedziałam z kpiącym uśmieszkiem
-A ja coś czuję, że przyda mi się meliska - ogier popatrzył na mnie a potem na moją towarzyszkę
-Z eutanazją, czy bez? - zaśmiałam się
-Byle nie musieć prowadzić z tobą konwersacji.- burknął
-Nie ładnie tak...- zacmokałam
-Co?- zdziwił się. Niestety chyba natychmiast pożałował swoich słów. Zapewne na chwilę zapomniał, że umiem czytać w myślach
-To jak? Rozmawiamy dalej? Bo mam przeczucie, że lubisz się ze mną drażnić.- uśmiechnęłam się promiennie
-Na razie chciałbym pozostać przy życiu.- odparł, jako że nadal leżał w kałuży krwi
- Rozumiem twą chęć życia - powiedziałam podnosząc torbę z fiolkami z trawy
- Co ty robisz? - ogier popatrzył na mnie zdziwiony
Rozglądałam się dookoła. Nie chciałam być niemiła, ale sfora mogła wrócić... Ale jak to już wcześniej można było dostrzec ogier zmusił mnie do bycia chamską, więc postanowiłam zostawić go z moją wilczycą.
- Ratuje ci życie... Hielo... Zostań z nim na wypadek gdyby wilki wróciły. Ja lecę nad źródła - powiedziałam z już normalnym jak na mnie wyrazem pyska, zakładając wcześniej wspomniany przedmiot na grzbiet
- Tylko... - ubiegłym go czytając mu w myślach
- Nie rozbij fiolek... Martwisz się o nie bardziej niż o własne życie? - skierowałam piorunujący wzrok na Evan'a - Nie pierwszy raz niosę fiolki... A z tego co wiem to większości jest już pusta
Nie zważając na jego odpowiedź popędziłam do źródeł. Ich moc powinna wystarczyć żeby pomóc ogierowi. Do miejsca gdzie się kierowałam nie było aż tak daleko. Gdy byłam już przy brzegu wyjęłam jedną z fiolek i napełniłam ją wodą z źródła. Tak samo postąpiłam z czterema innymi... Jak to mówią: Przezorny zawsze ubezpieczony. Zapięłam sakwę (czy co to tam jest). Popatrzyłam na piękny krajobraz. Najchętniej bym tu została, ale parędziesiąt metrów prawie wykrwawiał się koń, więc myśl pozostania tutaj musiałam szybko odwlec.

Evan?

23.10.2017

Od Bandidy "Niepokojąca wizja"

Jak co dzień chodziłam po lasach. Cały czas jednak rozglądałam się dookoła... Coś było nie tak, lecz dalej nie mogłam rozszyfrować co. Niepokój okalał mnie że wszystkich stron. Wciągnęłam chrapami rześkie powietrze, zamykając przy tym oczy.
Świat stał się szarobury... Rozglądałam się. Nikogo nie było... Wszystko wyglądało tak jak było to opisane w księgach... W księgach dotyczących wydarzeń sprzed 100 lat... Nagle u mojego prawego boku ktoś się pojawił. Nie była to jak zwykle moja matka... Był to ktoś nieznajomy... Nie mogłam określić jego płci... Był to jakby duch. Lekko rozmywał się pod wpływem wiejącego wiatru, lecz za chwilę znów wracał do poprzedniej formy.
- To już dziś... - powiedział
- Hm? - popatrzyłam na konia stojącego obok.
- Dusze zmarłych...- rzekł i rozejrzał się, jakby ktoś miał go zaraz zaatakować.
Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem. Wiedziałam, że nadchodzi moment, w którym dzieją się nienaturalne rzeczy, ale nigdy nie było to nic poważnego. Postanowiłam jednak nie lekceważyć śmiałka wkradającego się do moich myśli.
- Będą szukać zemsty. Ci z Góry. Lepiej się przygotujcie. To zacznie się tej nocy.- wypowiedział kilka krótkich zdań i zniknął wśród bladego światła. Nadal czułam jego obecność. Czułam chłód na lewym boku, niczym ocierającego się o mnie kota. A potem wszystko wróciło do normalności.
Świat znów przybrał jesienne barwy, a powietrze napełniło się wonią opadłych liści. Na swoim ciele czułam już tylko ciepło słońca, którego promienie przedzierały się przez rzadkie korony drzew.
- Co jest? - Hielo podbiegła do mnie
- Nic... Lecz w sumie to coś... Duchy z Góry będą dziś szukać zemsty za wybuch... - powiedziałam patrząc się w stronę gdzie, gdzieś za drzewami rozpościerały się szczątki tejże góry
- Nie dobrze - towarzyszka spojrzała w tą samą stronę
- Muszę poinformować resztę stada - wymamrotałam wyrwając się z zamyślenia i szybko strzepałam liście z grzbietu
Stałam jeszcze chwilę bez ruchu. Przeanalizowałam przekazane przez nieznajomą postać informacje... Nadal nie mogłam dojść do tego, że ktoś oprócz mojej *kaszelek* matki daje mi wizje.  Szybko jednak zebrałam myśli i popędziłam do Twierdzy zostawiając zdziwioną Hielo na środku lasu.
Wbiegłam na dziedziniec. Strażnicy popatrzyli na mnie zdziwieni.
- Gdzie jest Steel? - zapytałam patrząc na jednego z nich
- U siebie... A ty to... - nie zdążył dokończyć
- Wiem, wiem.... Jesteś nowy możemy się nie znać... Bandida... Wyrocznia... I włąśnie mam bardzo pilną wiadomość do Steel'a - powiedziałam ze zniecierpliwionym wzrokiem
Gniady ogier tylko skinął głową... Pognałam ile sił w nogach do komnaty Steel'a.
- Steel... - powiedziałam podbiegając do Dowódcy
- Co jest? - ogier spostrzegł mój lekko przerażony wyraz pyska
- Duchy...  Dusze zmarłych... Ci z Gór - słowa plątały mi sie... Język odmówił posłuszeństwa...
Nie wiedziałam co mi się działo... Przecież przed chwilą normalnie rozmawiałam z jednym z gwardzistów.
- Spokojnie... Uspokuj się - Steel popatrzył na mnie zdziwiony
Podeszłam do okna... Popatrzyłam w stronę gór... Nadal nie mogłam uwierzyć, że to dziś... Że takie coś ma mieć miejsce.
- To co z tymi duszami? - z zamyślenia wyrwał mnie ogier
- Chcą się zemścić... Pamiętasz jak 100 lat temu był wielki wybuch? Napewno ci mówili... Wtedy wiele osadzonych zginęło... Bogowie najwyraźniej nie zajęli się ich duszami i teraz chcą się zemścić - powiedziałam już trochę spokojniejsza
- Szykuje się wojna? - zapytał lekko zachrypniętym głosem
- Nie wiem jakie mają zamiary... Nie dostałam tej wizji od matki, więc... - popatrzyłam na niego
- Trudno to będzie określić... Musimy powiedzieć to reszcie stada...
- Wiedziałam, że będą się dziać nadnaturalne rzeczy... Ale, że aż takie... Boże.... Zderzenie wymiarów jest coraz bliżej... - przełknęłam głośno ślinę
Miałam ochotę zaszyć się jak najgłębiej w lesie... Lecz tam też mogą mnie znaleźć...
- Apokoalipsa jest bliska... Trzeba szukać jaskini... - Steel uprzedził moje słowa
Pokiwałam głową na "tak"... Ze stresu nic nie mogłam powiedzieć... To wszystko mnie przerastało...


(Steel cx?)

16.10.2017

Od Bandidy cd Steel'a

Na pomysł śledzenia Steel'a i Cenizy wpadł Mal... No sumując to obydwoje wpadliśmy... Nudziło nam się i nie znaleźliśmy nic lepszego do roboty. Najpierw misją było znalezienie naszych gołąbków... Co nie było trudne bo kierowali się do Górskiej Twierdzy najprostszą drogą... Lecz nie najkrótszą. Ja i Mal wybraliśmy krótszą drogę i "towarzyszyliśmy" im od połowy trasy. Hielo i Negro nareszcie się dogadali... Dla niezauważenia kazaliśmy im zostać przy mojej jaskini... Jeszcze my zdradzili naszą kryjówkę.
- Mal... Czemu on jest taki głupi? - zapytałam gdy ogier zamiast wyznać to co miał w głowie powiedział coś kompletnie bez sensu
- Nie wiem... Nie umie wyrażać uczuć... - pegaz popatrzył na Steel'a z drwiącym uśmieszkiem
- Hehe... Jego myśli są bardzo interesujące... - zaśmiałam się czytając w myślach
Później podzieliłam się przemyśleniami Dowódcy wojska z moim towarzyszem. Dzięki naszym mocom superszybkości nie zauważyli nas ani razu. Przemykaliśmy między drzewami oczekując rozwoju akcji. Niestety Steel'owi nie przyszło jeszcze na wyznania miłosne.
- Romantyk do kwadratu... - powiedział Mal, gdy przemieściliśmy się do komnaty Steel'a gdy ten postanowił zwiać
- He.... Do jest jakaś komedia... - uśmiechnęłam się chodząc po pomieszczeniu
Następnie ukryliśmy się w ciemnym zakamarku i oczekiwaliśmy trzyrorzca.
(Całą resztę do wyjścia Mal'a macie u Steel'a xd)
- Mal miał dużo dziewczyn... I no... Jego uczucia są zszargane - wyjaśniłam po któtce
- Nie wiedziałem - ogier popatrzył na podłogę
- To teraz wiesz... - spojrzałam przez okno.
Widziałam przez nie jak Mal Sueño leciał w stronę lasu... Nasza rozmowa zeszła na tematy wyznań miłosnych...
Nasz Romeo postanowił iść postrzelać z łuku... Nie wiedziałam, że u ogóle to robi... Ale jak się dowiedziałam... Nie strzela codziennie... Można nawet powiedzieć, że nie umie. Ja wolałam prawić mu morały odnośnie dzisiejszych wyznań... A raczej ich braku. Niestety ogier mnie nie słuchał... Udawał... Ale i tak wiedziałam, że moje wypociny ma w poważaniu.
- Idę poszukać tej strzały... - powiedział gdy drugi strzał nie poszedł po jego myśli i strzała poleciała gdzieś w las
- Powodzenia - parsknęłam
Chodziłam w kółko bez sensu...
- Co jest? - Hielo podeszła do mnie
- Steel poszedł szukać strzały...
- Postanowił strzelać z łuku?
- Yhm... - przytaknęłam stając w miejscu
- Bandi! Użyj superszybkości i skocz do Camino po opatrunki i maści na rany - nagle ni z tąd ni z owąd z lasu wyskoczył Steel
Bez zbędnych pytań pobiegłam po to o co mnie prosił... Z jego myśli wyczytałam, że coś nawywijał...
Wyposażona w sakwę przybyłam na miejsce...
- Prowadź - rozkazałam
Ogier szybkim krokiem szedł w stronę gdzie najprawdopodobniej znajdowała się jego nieplanowana "ofiara".
- I coś ty narobił Steel - lekko załamana jego zachowaniem popatrzyłam na leżącego na ziemi ogiera, który pod nieobecność zdążył wyciągnąć strzałę
Wyglądał na zdziwionego tonem w jakim odnoszę się do trzyrorzca...
- Kim jesteś? - zapytał patrząc na mnie
- Bandida... Wyrocznia... Mogłeś mnie nie znać bo rzadko bywam w pobliżu stada... Ty pewnie jesteś Darkness - spojrzałam na jego rany
- Skąd to wiesz?
- Czytam w myślach... - przewróciłam oczami


(Steel? Darkness?)

10.10.2017

Od Bandidy

Kiedy siedzisz bez celu na kanapie bo zostałaś w domu i wena wróci xd... Hehehe 

Po członkach stada nigdzie nie było śladu. Jedyne co mi pozostało to jak zwykle iść gdzieś samej... I samej tam siedzieć... Choć tym razem nie byłam sama. Towarzysz dla Wyroczni jest jednak jak przyjaciel... I po prostu jest...
Siedzenie nad Speculum nie dało mi wytchnienia. Moja głowa i myśli dalej były gdzie indziej. Wizje galopowały po mojej czaszce w zawrotnym tempie. Dochodziły mnie słuchy, że nasi stoczyli walkę z jakimiś bestiami... Dużo rannych, ale mieliśmy za to jakieś ważne składniki do eliksirów. Próbowałam odwieść się do tych myśli, lecz bezskutecznie. Zamknęłam oczy... Zamiast ciemności przed oczami przelatywały mi różne sceny. Ostatnio natłok wizji stał się jeszcze większy. Nie o wszystkich zdążyłam powiedzieć Helecho... Było ich za dużo... Stanowczo za dużo. Do tego nie należały do tych kolorowych...
- Życie wyroczni nie jest takie łatwe... - powiedziałam sama do siebie po czym wstałam z trawy
Mroźny podmuch wiatru od razu zaatakował moją skórę. Zmrużyłam oczy wdychając rześkie powietrze. Mimo, że sierść miałam prawie zimową, nie zmieniło to faktu, że było tu potwornie zimno. Wzdrygnęłam się i zrobiłam parę kroków w miejscu. Mój wzrok zaczął szukać Hielo... Rozglądałam się wokoło. Zauważyłam ją leżącą pod jedną z sosen. Ruszyłam w jej kierunku. Wilczyca wyglądała jakby spała. Nie chcąc jej budzić ruszyłam na rundkę wokół jeziora.
- Gdzie idziesz? - wilk podbiegł do mnie
- Nie chciałam cię budzić, więc miałam w planach przejść się wokół zbiornika - powiedziałam dalej idąc przed siebie
Nasza rozmowa szybko zeszła na tematy związane ze stadem. Opowiadałam jak wygląda ostatnio nasza codzienność... Walki...
- Dotyczy to większości... Lecz nie mnie - powiedziałam gdy moja towarzyszką zapytała czy ja też walczę
- Czemu?
- Jestem wyrocznią... - przewaliła oczami - Moje moce i tak by się nie sprawdziły w walce - dodałam po chwili
- Każda pomoc na polu bitwy jest mile widziana... Nawet jeśli ktoś mysli, że jego moce nic nie dadzą - wilczyca popatrzyła na mnie
- Nie lubię widoku krwi i ginących niewinnych stworzeń - skręciłam w polną dróżkę prowadzącą do mojego "domu"
- Rozumiem - po tych słowach zaczęłyśmy iść w milczeniu
Co jakiś czas z krzaków wyskakiwał jakiś zająć lub inne zwierzę. Drzewa zmieniały kolory swych liści. Lubiłam jesień. Wszystko było wtedy takie kolorowe. Na niektórych drzewach dopiero teraz zaczęły dojrzewać owoce. Patrzyłam na piękno jesiennej natury. Chociaż w środku lasu mogłam skupić się na czymś innym niż na jakiś głupich wizjach, których szczerze miałam już dosyć.
Mimowolnie zaczęłam nucić jakaś piosenkę. Nie zwróciłam na to uwagi... Dzięki temu mój humor się lekko poprawił. Zamiast do domu swoje kroki skierowałam ku bibliotece. Z tego wszystkiego wolałam już wpaść w wir bycia molem książkowym, niż zadręczać się myślami. Wsłuchiwałam się w delikatny stukot kopyt na kamieniach i odgłos łamanych gałęzi pod ich naporem.
- Jesień... - westchnęłam
Nad naszymi głowami coraz częściej przelatywały ptaki wracające do swoich gniazd. Przyglądałam się idealnym kluczom stworzonym przez nie na niebie. Za sobą usłyszałam warknięcie. Odwróciłam się, żeby sprawdzić co się dzieje. Spostrzegłam stadko Hopper'ów spożywających aktualnie posiłek. Było ich może z 10... Nie doliczając tego, że były z nimi młode
- Hielo.... To tylko Hopper'y... Lepiej ich nie denerwowujmu... Nie są do nas agresywnie nastawione - wyjaśniłam zdenerwowanej wilczycy
Nie zdążyła odpowiedzieć... Stworzenia nas wyczuły.
- I co teraz? - zapytałam cofając się
- Jak to co? Trzeba je pokonać - Hielo ruszyła wprost na kanguropodobne potwory
- Ale ja... A zresztą... Co mi zaszkodzi raz coś zaatakować? Lub kilka cosi - zebrałam swoją odwagę i dołączyłam do mojej towarzyszki
Ta podzieliła Hopper'y ścianami z lodu na liczące po dwa stadka. Dzięki swojej superszybkości nie obrywałam od nich. Nie licząc małego siniaka na nodze, ale w każdej walce ktoś ginie a ktoś ma siniaki. Podtopiłam z pomocą Hielo cztery stworki. Dzięki jej umiejętności robienia lodowych ścian Hopper'y miały dzisiaj darmowy basen.... Nie licząc tego, że sobie umarły.
- I co? Walka nie jest aż taka zła? - zapytała wilczyca otrzepując futro z resztek wody
- Może... Ale bez ciebie raczej bym sobie nie poradziła. Ba... W ogóle bym ich nie zaatakowała - powiedziałam kierując się w stronę twierdzy gdzie znajdowała się biblioteka
Całą drogę omawiałyśmy co mogłabym poprawić w swoim ataku. Nie przeszkadzały mi rady od wilczycy. O lepszej towarzyszce marzyć nie mogłam. Nie wiedziałam, że dzięki walce zapomnę o nurtujących mnie wizjach. Przynajmniej na chwilę.


Rekord Izu 718 słów xd... Nie no żart... Rekord to 2500 coś :')... Ale rekord na blogu to to jest xd

8.10.2017

Od Bandidy (tak trochę cd. Cenizy)

Weszłam do jaskini nie wiedząc co czeka mnie w jej wnętrzu. Zobaczyłam na jej środku leżącego białego wilka z raną grzbietu. Przyglądaliśmy się sobie przez krótki czas.
Nie wiedziałam czy pomoc tej wilczycy będzie dobrym pomysłem... W sumie to nie atakowała ani nic. Więc czemu nie. Z reguły nie byłam ufna do tych zwierząt, ale w niej było coś co podkusiło mnie, żeby jednak jej pomóc. Po krótkiej wymianie zdań z Hielo, bo tak miała na imię, ruszyłyśmy do mojej dobrej koleżanki.
- Możesz jej jakoś pomóc? - zapytałam widząc Maripose
- Komu? - popatrzyła na mnie
- Jej... - wskazałam ruchem głowy na idącą za mną wilczycę
- Zobaczymy co da się zrobić - klacz popatrzyła na ranę
Zielarka skierowała się do swojej siedziby. Mieściła się ona w obszernej jaskini. Nieźle się tu urządziła. Mimo dziwnej budowy znalazła tam miejsce na wszystkie potrzebne rzeczy. Udała się do pomieszczenia, które od reszty oddzielała kotara.
- Gdzie ja to... A tu są - powiedziała wyjmując z szafki bandaże
Stałam w progu patrząc na to co robi Mariposa. Z tego wszystkiego zapomniałam, że była że mną Ceniza... Odwróciłam się, ale klaczy tam nie było. Zaczęłam rozmyślać... Czy to koniec walk z Wyrzutkami... Mimo, że sama nie brałam w tym udziału to denerwowały mnie każde donosy o pojawieniu się jakiś szpiegów z kontynentu...
- Gotowe - powiedziała po chwili klacz
- Hm...? - popatrzyłam na nią wyrwana z zamyślenia
- Popatrzyłam twoją towarzyszkę - powiedziała chowając resztki opatrunku do szafek
- Dzięki... - spojrzałam na wilka, który w tym czasie chodził w kółko - Idziemy gdzieś? - zapytałam gdy Hielo postanowiła w końcu stanąć w miejscu
- Możemy - odpowiedziała podchodząc do mnie
Nigdy nie myślałam poważnie o posiadaniu towarzysza. Wiedziałam jednak, że wilki pamiętają jak ktoś ocali im życie...
Skierowałam się w okolice Speculum. Czasami lubiłam tam przebywać. Za mną dzielnie podążała Hielo. Nie rozmawiałyśmy prawie wcale. No nie licząc paru informacji na temat stada, których jej udzieliłam.
- Gdzieś ty się podziewała? - przede mną wylądował Mal
- Oprowadzałam nowych członków po Nivie - powiedziałam
- Niebywałe... Bandida rozmawiającą z kimś... - Negro wylądował na drzewie
Za sobą usłyszałam warknięcie. Jak się mogłam spodziewać była to moja, od dzisiaj, towarzyszka...
- To tylko Negro... Towarzysz Mal'a - spojrzałam na nią
Wilczyca podeszła do drzewa i zaczęła się przyglądać krukowi.
- A to kto? - zapytał ogier wskazując wilczycę
- Hielo. Pomogłam jej dzisiaj...
- Yhm.. - przytaknął zauważając bandaże
Staliśmy w ciszy... Żadne z nas nie należało do najbardziej rozgadanych członków stada.
- Idziesz do Speculum? - ciszę przerwało pytanie Mal'a
- Tak... Chciałam trochę pomyśleć - powiedziałam zgodnie z prawdą
- Dobrze. W takim razie nie będę ci przeszkadzał - ogier wzbił się w powietrze i odleciał
Za nim podążył również jego towarzysz. Ruszyłam we wcześniej określonym przeze mnie kierunku.
- Nie lubię kruków... - powiedziała biała wilczyca idąc za mną
- Negro może i jest lekko denerwujący, ale da się go znieść - popatrzyłam na nią
- I tak nie lubię kruków - spojrzała w stronę gdzie odlecieli mój przyjaciel i Negro
Postanowiłam nie drążyć tematu. W trakcie drogi do Speculum dowiedziałam się kto zranił Hielo. Nie była to najprzyjaźniejsza historia. Dlatego ja nigdy nie brałam udziału w żadnych walkach. Według mnie były one tylko niepotrzebnymi rozlewami krwi... Czasem niewinnych stworzeń.

(Hehe... I jak zwykle nie chce mi się kończyć... Brawo ja)

24.09.2017

Od Bandidy cd. Ozyrysa

Nie wiem czy Ozyrysa w ogóle interesowały moje wywody na temat Nivy, ale wyglądał jakby słuchał tego z zaciekawieniem. Wydawał się dobrym słuchaczem. Nawet go polubiłam. Mimo tego, że czasem wpadał w zamyślenie... Trochę tak jak ja. Prowadziłam go do Speculum. Czyli tam gdzie chciał. Najwyraźniej lubił chłodny klimat i otoczenie . Do tego miejsca prowadziły bardzo kręte drogi. Nawet na się gubiłam chociaż się tu wychowałam. Całą drogę zanudzałam go opowieściami o historii i gdzie może znaleźć składniki do eliksirów. Chociaż to drugie mogło mu się przydać. W końcu jest alchemikiem. Mijaliśmy różnorakie drzewa, polany i łąki. W końcu powietrze zaczęło być zimniejsze. Oznaczało to, że powoli zbliżaliśmy się do Speculum.

- Nie rozumiem - powiedziałam słysząc ostatnie wypowiedziane przez niego zdanie
- Nie ważne... Mówiłem sam do siebie - dalej grzebał kopytem w kamienistym dnie jeziora
Nie odezwałam się. Tak samo nie chciałam wiedzieć co teraz myśli. Staliśmy tak ja na brzegu, on w wodzie i wdychaliśmy chłodne powietrze spotęgowane przez wiejący wiatr. Patrzyłam na drzewa nas otaczające. Przechylały się to w jedną, to w drugą stronę. W oddali można było dostrzec lekko ośnieżone szczyty Gór Smoczych.
- Idziemy już? - popatrzyłam na Ozyrysa
- Jak chcesz - ogier wyszedł z jeziora
Oprowadziła mi go jeszcze po krainie, lecz chyba najbardziej podobało mu się Speculum. Rozstaliśmy się przy twierdzy Camino. On skierował się do biblioteki, a ja do lasu.


Koniec
Rozumiem, rozumiem xd... Mi tam wygodniej na telefonie pisać :) 

23.09.2017

Od Bandidy cd. Lady

Burza powoli miała się ku końcowi. Z lekkim smutkiem popatrzyłam na odchodzące ku zachodowi chmury. Zaczęłam się zastanawiać co tam u naszych oddziałów nad rzeką. Do odpływu pozostało nie dużo czasu. Musieli szybko wymyślić plany na każdą sytuację. Może mogłabym im jakoś pomóc? Nie... To niemożliwe. Nie znam się na walce. Z zamyślenia wyrwała mnie Lady.
- Dzięki za schronienie - powiedziała
Popatrzyłam na nią.
- Nie ma za co - odpowiedziałam po chwili - To co? Idziemy zwiedzać? - wyszłam przed jaskinię, zostawiając klacz w środku.
- Jasne - klacz wydawała się być już pewniejsza siebie.
Nie wiedziałam, że działam onieśmielająco. No, ale nie zawsze można wpaść na zastępcę przywódcy w takiej sytuacji. Tym bardziej jeśli jest się nowym i nie zna się za bardzo Nivy.
- Znamy się niedługo i nie znam jeszcze twojego imienia - powiedziała wychodząc z jaskini i stając obok mnie.
- Bandida - popatrzyłam na nią - A ty?
- Lady. Nie wyczytałaś tego z moich myśli? - klacz wyglądała na zdziwioną.
- W myślach czytam tylko wtedy, kiedy jest mi to potrzebne... Lub kiedy chce się czegoś za wszelką cenę dowiedzieć. A do tej informacji nie dotarłam - uśmiechnęłam się do niej.
- Yhm... A twoja profesja to?
- Wyrocznia - moje uszy na ułamek sekundy położyły się w linii szyi.
- Masz kontakt z Kairavi?
- Raczej ona ze mną... - popatrzyłam na kamień leżący pod moimi kopytami - To gdzie chciałabyś najpierw pójść?
- Nie znam tych terenów... Więc prowadź.
Zamyśliłam się. Gdzie najpierw zabrać nową... Szłyśmy moimi ulubionymi ścieżkami. Rozglądałam się w poszukiwaniu jakichkolwiek członków stada, ale najwyraźniej wszyscy zostali zmobilizowani do obrony brzegu.
- W twierdzy pewnie już byłaś - zapytałam kierując się w stronę jeziora.
- Yhm - przytaknęła.
- Spodziewałam się... Jak masz jakieś pytania to pytaj... Rzadko mam okazję z kogoś oprowadzać - popatrzyłam na nią.
- Ile jest członków stada?
- Hmmm... - zamyśliłam się - Spisy są gdzieś w bibliotece... Ale mogę ci powiedzieć kogo znam... Helecho, klacz żywiołu natury i powietrza, jest dobrą przywódczynią jak i zarządcą straży, Steel jest jej dowódcą... Nie znam go za dobrze... Wiem tylko, że włada materią i lodem. Mal Sueño, ogier żywiołu ciemności, energii i powietrza. Szpieg specjalny. Zamknięty w sobie, rzadko można go spotkać, a o rozmowie to już nie wspomnę. Ozyrys to nasz Alchemik. Jego żywioły to sprawiedliwość, prawda i mgła. Najstarszy i ślepy. Przeniósł się do nas z innego wymiaru. I na sam koniec Ceniza. Klacz czystego żywiołu ognia... Jedna z wojowniczek. Ma swoją ulubioną polanę w lesie. Zapał do wojen odziedziczyła po ojcu. No jeszcze jestem ja... Klacz żywiołu kosmosu i wody... I w sumie tyle - klacz z wyraźnym zainteresowaniem słuchała moich opowieści.
- Kosmosu? - popatrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Yhm - mój wzrok mówił jedno: Nie chcę o tym mówić.
Resztę drogi do Jeziora Objawień pozostałyśmy w milczeniu. Lady z uwagą obserwowała drzewa i zakamarki, przez które ją prowadziłam. Gdy tylko usłyszałam szelest skierowałam mój wzrok w stronę, z której dochodził.
- Kogo ja widzę? - powiedziałam gdy zza krzaka wyszła Mariposa, a za nią Libro.
- Witaj - klacz przywitała się ze mną.
Libro nadal stała i nic nie mówiła. Najwyraźniej ze swoich książek została wyciągnięta siłą.
- Kto to? - zapytała przyglądając się Lady.
- Lady. Jestem tutaj nowa - popatrzyła na pegaza.
- Ja jestem Libro, a to jest Mariposa - przedstawiła siebie i klacz obok.
- Miło mi.
- Libro napewno z chęcią coś ci opowie. Jeśli chcesz - Mariposa popatrzyła na Lady a potem na mnie.

(Lady?)

Od Bandidy cd. Lady

(Ozyrys postanowił mnie olać ;-;... Smuteg)

Wyszłam z twierdzy. W sumie nie wiem po co tam poszłam. Nie miałam nic do robienia. Moja "matka", nie lubiłam jeśli ktoś mówił, że jestem jej córką, nie dawała mi żadnych proroczych snów, więc nie wiedziałam co dalej z przepowiednią. Dalej martwiłam się co nas czeka. Ta myśl zaprzątała mi głowę nawet jak tego nie chciałam. Ta wizja naprawdę nie była kolorowa.

Chodziłam bez sensu po lasach. Podobno w Camino mieli jakieś problemy z więźniami. Dobrze, że w czasie kiedy akurat postanowiłam z tamtąd pójść. Wojownicy mijający mnie po drodze mówili coś o ucieczce i tym, że muszą się skierować na brzeg rzeki. Nie chciałam się wtrącać. W takich przypadkach moje moce są... Nieużyteczne? No przynajmniej ja tak sądzę. Konflikty zbrojne to nie moja bajka. Wolę siedzieć w lesie i być wyrocznią. Choć niektórzy myślą, że to prosta profesja. Otóż nie... Ale niech sobie myślą co chcą. Nigdy nią nie byli to nie wiedzą jak to jest wiedzieć wszystko co się stanie w przyszłości... Nawet te najczarniejsze wizje.

Przechodziłam akurat obok ulubionej polany Cenizy gdy niebo przybrało granatowy kolor. Z oddali dobiegł mnie odgłos grzmotów i lekkie zarysy błyskawic. Popatrzyłam na wschód. Właśnie stamtąd szla ulewa. Drzewa zaczęły się kołysać poprzez nagłe wzmocnienie się wiatru. Niedługo po tym na swojej skórze poczułam pierwsze krople deszczu.
- Burza... Super - powiedziałam biegnąc z prędkością światła do najbliższej jaskini
Ze środka obserwowałam rozpoczynający się spektakl świateł na niebie. Lubiłam burze. Sama nie wiem czemu. Po chwili do jaskini wparowała jakaś klacz. Popatrzyłam na nią lekko zdziwiona. Słyszałam, że do stada dołączyły jakieś nowe... Ale nie wiedziałam czy to jedna z nich.
- Dzień dobry, czy mogłabym tu... Hm... Mogłabym tu przeczekać ulewę? - spytała
- Oczywiście... - dalej się jej przyglądałam.
Nie wyglądała na wroga - Jesteś nowa w stadzie? - zapytałam
- Tak - odpowiedziała
Wyglądała na zestresowaną. Najwyraźniej już jej zarysowali moją postać. I to, że jestem czasami do bólu szczera.
- Profesja szpieg - nie mogłam powstrzymać się do czytania w myślach
- Skąd wiesz? - popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem
- Czytałam ci w myślach... - parsknęłam - Jak masz jakieś pytania to masz teraz okazję uzyskać na nie odpowiedzi.
- Znasz może kogoś kto mógłby mi pokazać całą krainę?
- Ze szpiegów będzie to Mal Sueño. Szerzej znany jako Mal... To kary pegaz, którego najczęściej spotkasz w lesie z jego krukiem. Aczkolwiek aktualnie chyba siedzi z wojownikami i czeka na kolejne ruchy Wyrzutków. Jak nie on to ja bym mogła trochę z tobą pochodzić... I przedstawić parę naszych leśnych przyjaciół. Oczywiście jak będziesz chciała. I jak skończy się ulewa - podeszłam pod wejście do jaskini i patrzyłam na przechodzącą nad Nivą burzę

(Lady?)

20.09.2017

Od Bandidy

Zostawiłam Helecho samą z myślami. Nie chciałam jej przeszkadzać w podejmowaniu decyzji,
odnośnie powiedzenia członkom stada, o nadchodzącym zagrożeniu. Wyszłam na dziedziniec i skierowałam swoje kroki w stronę rzeki. Tam niestety nikogo nie było. No może Pescado czasami przemykał gdzieś w nurcie. Chyba nie miał dzisiaj ochoty na rozmowy.

Swoim zwyczajem udałam się do lasu. Lubiłam tam przebywać i nasłuchiwać rozmów drzew. Czasami można było natrafić na Maripose lub Bosque, z którymi można porozmawiać o historii świata lub o innych rzeczach. Przechadzałam się, więc leśnymi ścieżkami mając nadzieję, że natrafię na jakiegoś członka stada, bądź nasze dwa konie natury. Mimo tak pięknego otaczającego mnie krajobrazu dalej myślałam o przepowiedni... O co mogło chodzić z tą jaskinią? Przecież na kontynencie jest ich setki jak nie tysiące. Próbowałam się pozbyć tych myśli. Nie chciałam się zadręczać w czasie wolnym. W końcu jest lato. Piękna pogoda raczej brak opadów, więc raczej nie jest to pogoda na rozmyślanie o przepowiedniach.

Nie miałam nic ciekawego do roboty. Pozostawało mi bezsensowne chodzenie po lasach, ewentualnie pustyni. Jak zwykle dzięki takim przechadzką zapadam w bardzo melancholijny nastrój. Nie zauważyłam nawet kiedy wpadłam na Ozyrysa
- Przepraszam. Zamyśliłam się - powiedziałam robiąc krok w tył
Na całe szczęście nic się nikomu nie stało.
- Nic nie szkodzi. Masz czas? - zapytał
Zdziwiło mnie to. Zwykle z nikim nie rozmawiał.
- Tak. A co? - popatrzyłam na niego
Najwyraźniej miał do mnie jakiś interes

(Ozyrys ☺️? )

17.09.2017

Od Bandidy

Długo myślałyśmy z Helecho co zrobić z wiadomością od bogów. Nie była ona dla naszego stada i ogólnie świata zbyt kolorowa. Jedynym wyjściem było znalezienie Libro i zapytanie jej gdzie znajduje się Źródło... O ile klacz posiadała taką wiedzę. Chyba, że specjalnie dla nas poszukałaby takich informacji w starych księgach i zwojach.
Wróciłyśmy do kwatery. Dalej jednak nie mogłyśmy pozbyć się wizji zderzenia wymiarów. Miałoby to naprawdę katastrofalny skutek. Stalibyśmy się bezmyślnymi zwierzętami. Nie możemy do tego dopuścić. Nasze przemyślenia przerwał Mal Sueño. Przynosząc tak samo złe wieści... Lecz to chociaż dało się załatwić w szybszy sposób niż przepowiednie.
- Jak to spokrewnieni z "Jetą"? - popatrzyłam w jego stronę.
- Normalnie... Może to być zwiad...
Przeszedł parę kroków i stanął bez ruchu w jednym miejscu.
 Helecho chodziła, wyraźnie zdenerwowana, po komnacie.
- Steel o tym wie?- zapytała.
- Wie. Aktualnie gromadzi wojowników, żeby ich ścigać.
Ogier stał niewzruszony w jednym miejscu czasem tylko zerkając w stronę swojego kruka.
- Dobrze. Spróbujcie się dowiedzieć po co się tu pojawili - przywódczyni spojrzała na Mal'a
Pegaz kiwną głową i odleciał.
- Same złe wieści... To nie dobrze... - powiedziałam podchodzą do okna
Widać z niego było prawie całą krainę.
Helecho tylko przytaknęła. Nie chciałam jej czytać w myślach. Nie teraz.
- Mam coś zrobić? - zapytałam jak zwykle spokojnym tonem.
- Kairavi się z tobą kontaktowała? - zapytała po chwili.
Zacisnęłam zęby na myśl o mojej matce...
- Nie... - odpowiedziałam patrząc w podłogę.
- Jeśli się skontaktuje, zapytaj o przepowiednię... I powiedz co ci przekazała. - stanęła obok mnie
- Dobrze - powiedziałam i odeszłam.
Udałam się do mojego ulubionego miejsca, w którym często myślałam. Położyłam się nad brzegiem Jeziora Objawień. Chciałam wszystko sobie przemyśleć. Powietrze stało w miejscu. Żadnego wiatru. Zdawało się, że czas stanął w miejscu. Korony drzew nie rozmawiały już swoim językiem. W bezruchu wydawały się oczekiwać z utęsknieniem na podmuchy wiatru, żeby znów kontynuować swoje pogadanki. Woda tak samo nie poruszała się. Wszystkie wodne żyjątka najpewniej siedziały na dnie gdzie zapewne było chłodniej. Wpatrywałam się w ciemnoniebieską tafle jeziora. Melancholia pochłonęła mnie już chyba do samego końca. Z zamyślenia wyrwał mnie delikatny plusk na środku zbiornika
- Zapewne Pescado - powiedziałam sama do siebie
Tego osobnika bardzo rzadko można było spotkać. Nie lubił towarzystwa innych koni, lecz czasami można było z nim porozmawiać. Podniosłam się z miejsca i poszłam w kierunku lasu. Miałam nadzieję zastać tam Mariposę. Ona zawsze wiedziała gdzie kto jest i lubiła pomagać innym. Mimo wszystko Libro nie musiała tego widzieć, bo klacz najczęściej przesiaduje w książkach...
- Bandida - usłyszałam głos gdzieś w gęstwinie
Las był jakiś taki... Inny... Drzewa miały żywsze kolory. Wszędzie latały motyle i inne owady. Poszukałam wzrokiem skąd dochodził ten głos... Wydawał mi się znajomy. Dopiero wtedy zorientowałam się, że to kolejny "proroczy" sen.
- Słucham - powiedziałam stojąc w miejscu.
- Słyszałaś już przepowiednię?
- Tak
- Wiesz, że czeka was zagłada jeśli nie znajdziecie Źródła?
- Tak.
- W zwojach i księgach nic nie znajdziecie. Musicie odnaleźć jaskinię - głos oddalał się.
- Jaką jaskinię? - zapytałam. Odpowiedziała mi cisza
- Kairavi... Jaką jaskinię??? - rozglądnęłam się
I znów cisza... Obudziłam się leżąc nad jeziorem. Od razu postanowiłam udać się do Helecho.
- Mam dla ciebie wiadomości - powiedziałam stając za klaczą.

(Helcho?)